Strona:Alfons Daudet-Safo.djvu/244

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

traktował lekko, z kpinami, sprawy tyczące kobiet.
Zasiedli do stołu, w restauracyi, przy ulicy de Bourgogne — stryj, z zawiązaną serwetą pod brodą lubował się jedzeniem. Jan zaś, przymuszał się tylko dla formy, niemając apetytu. „Między nami mówiąc, mój mały“ — odezwał się Cezary — „uważam, że bierzesz tę rzecz zbyt tragicznie. Wiem dobrze... pierwszy wystrzał trudny, tłumaczenie się przykre; ale jeśli cię to zbyt wiele kosztuje, to nie mów nic; tak zrób, jak Courbebaisse; aż do ranka, w dniu ślubu, Mornas o niczem nie wiedziała. Wieczorem, wyszedłszy od narzeczonej, chodził po śpiewaczkę do teatru, gdzie wrzeszczała i odprowadzał ją do domu. Powiesz, że człowiek porządny i prawy tak nie postępuje, ale jeśli kto nie lubi scen i jeszcze z taką straszną kobietą, jak Paola Mornas!... Już od dziesięciu blizko lat drżał ten dorodny, piękny chłopak przed tą małą kuzynką. Jak przyszło się odczepić, trzeba było użyć wybiegów, manewrów... I oto, w jaki sposób wzięli się do rzeczy.
W wigilię ślubu, naznaczonego na dzień piętnastego sierpnia, w święto narodowe, Cezary zaproponował małej, żeby pojechali łowić ryby