Strona:Alexis de Tocqueville - Dawne rządy i rewolucya.djvu/134

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


dłości naszych zostały sprzedane za bezcen”, czytamy w jednym z dokumentów; „korporacye rzemieślnicze są przeważnie wytworem chciwości fiskalnej królów, mówi inny”.
„Jeśli zdarzało się ponosić niepotrzebne wydatki i jeśli podatek osobisty urósł nadmiernie, czytamy gdzieindziej, pochodzi to stąd, że zarząd finansowy uciekł się do tego podatku, jako niepodlegającego wiadomości publicznej, chociażby inne źródła dochodów były mniej uciążliwe dla naszych dochodów”.
Wszystko to mówiło się dla ludzi wykształconych, aby przekonać ich o użyteczności pewnych środków, nagannych ze stanowiska interesów prywatnych. Co zaś do ludu, uważano za pewnik, iż słucha nierozumiejąc. Trudno zaprzeczyć, że w samej tej życzliwości względem ludu ukrywa się pewna pogarda, i że ów stosunek do ludu przypomina uczucia pani Du Chatelet, która nie żenowała się rozbierać się przy swoich lokajach, nie będąc zupełnie pewna, czy są oni ludźmi.
Nietylko ministrowie Ludwika XVI przemawiali w ten sposób: klasy uprzywiljowane, na które miał skierować się przeważnie gniew ludu, używały tych samych wyrażeń. Wyższe warstwy społeczne we Francyi zaczęły interesować się losem klasy ubogiej znacznie wcześniej, niż miały powód jej się obawiać. W ciągu dziesiątka lat, poprzedzającego rok 1779, ustawicznie zajmują się losem włościan, wyszukują sposoby ulżenia mu; lecz w tych objawach współczucia dostrzega się ten sam brak przezorności, który ujawniła tak długo trwającą obojętność na klęski ludu. Żurnale stanów prowincyonalnych od r. 1779 pełne są wyrazu tych uczuć. Stany prowincyonalne dolnej Normandyi w r. 1787 powiadają: