Strona:Alexis de Tocqueville - Dawne rządy i rewolucya.djvu/104

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


odosobniona; a gdy stanie przed nią groźny nieprzyjaciel, jedynym jej ratunkiem będzie ucieczka.
Los trzeciego stanu, z wielu względów odmienny od lasu szlachty, zbliżał się do niego pod jednym względem: burżuazya oddaliła się od ludu, nie w mniejszym stopniu, niż szlachta. Mieszczanin, zamiast walczyć wspólnie z włościanami przeciwko nierówności, usiłował tylko stworzyć nową na swoję korzyść. Lud, z pośród którego wyszedł, stał się mu obcym i prawie nieznanym, a wówczas dopiero, gdy dał mu do rąk oręż, dostrzegł, jakie namiętności rozbudził w nim niechcący; nie będąc w siłach ich stłumić, sam padł ich ofiarą.
Zawsze wywoływać będzie podziw upadek tej wielkiej dynastyi francuskiej, która gotowa była, zdawało się, ogarnąć wpływem swoim Europę, lecz kto uważnie pozna jej dzieje, zrozumie ten upadek. Prawie wszystkie wady, błędy i przesądy, któreśmy powyżej opisali, zawdzięczały powstanie swoje, lub trwałość umiejętności, z jaką większość królów naszych dzieliła ludzi, aby rządzić nimi.
Lecz gdy mieszczanin został odosobniony od szlachcica, a włościanin od obu, gdy wskutek tych samych przyczyn w obrębie każdej z tych klas potworzyły się drobne gromadki również odosobniane, jak i same klasy, okazało się, że całość tworzyła masę jednolitą, której cząsteczki nie były już z sobą związane. Znikły wszystkie organizacye krępujące rząd, lecz znikły i takie, które mogły stać się jego podporą. Tak więc cała wielkość tych monarchów musiała upaść odrazu, skoro tylko wstrząsnęło się społeczeństwo, na którem spoczywała.
Wreszcie lud, który, zdawało się, sam jeden