Przejdź do zawartości

Strona:Aleksander Szczęsny - Spadkobierca skarbów ojcowskich.djvu/41

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

 — Lecz.. lecz... — wyjąkał Jaś, — ja nie mogę paniczowi tego gniazdka pokazać.
 — Musisz mi je natychmiast pokazać, — zawołał królewicz, — będziesz za to dobrze wynagrodzony.
 — Lecz ja nie mogę go paniczowi w żaden sposób pokazać.
 W tym właśnie czasie nadszedł nauczyciel królewicza. Był to wysoki mężczyzna o dobrych, choć poważnych oczach.
 Z oddali słyszał on rozmowę obu chłopców. Skoro się zbliżył do nich, rzekł do Jasia:
 — Nie bądź, chłopcze, niegrzeczny. Panicz ten nigdy jeszcze w życiu nie widział gniazdka, choć bardzo pragnął je zobaczyć. Zrób mu więc tę przyjemność i zaprowadź nas tam, gdzie moglibyśmy gniazdko zobaczyć. Bądź pewien, że żadnej krzywdy ptakom nie zrobimy.
 Lecz Jaś zdjął grzecznie kapelusz z głowy i odrzekł stanowczym głosem:
 — A jednak ja gniazdka temu paniczowi nie pokażę!
 — To jest bardzo z twej strony niegrzecznie! — odrzekł nauczyciel. — Jeżeli możemy komu zrobić przyjemność, dlaczego nie mamy tego spełnić. A trzeba ci, chłopcze, przytem wiedzieć, że to jest nasz królewicz.

 — Więc panicz jest królewiczem? — zawołał Jaś z radością. Chętniebym dla królewicza wszystko