Strona:Aleksander Szczęsny - Spadkobierca skarbów ojcowskich.djvu/35

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Od samego rana dzieci zgromadziły się u jej łóżka i czekały przebudzenia. Ojciec nie mógł im więcej nic powiedzieć, jak to tylko, że matka po tym śnie zapewne zdrowszą się uczuje.
Wreszcie matka się obudziła.
Wtedy wszyscy naraz zapytali: jakże ci jest mamo, jak się czujesz.
— Chwała Bogu, — odrzekła matka, — jest mi znacznie lepiej.
Dzień ten był najszczęśliwszym dniem po wielu tygodniach. Ojciec był wesoły, matka wyglądała coraz lepiej. Dzieci coraz śmielej i głośniej bawiły się, a grobowa cisza, jaka panowała w czasie choroby w domu znikła.
Matka z każdym dniem była silniejszą i wracała powoli do swych zajęć. I wreszcie spokój i pogoda wróciły zupełnie do domu.