Strona:Aleksander Szczęsny - Baśnie Andersena.djvu/31

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Któż nie pójdzie za pięknością i dobrocią? Muszę tylko zobaczyć, jak wróżka śpi. Nic się nie stanie, dopóki jej nie pocałuję, a na to mam przecież swą mocną wolę.
Tymczasem wróżka, stojąca pod drzewem, zrzuciła lśniącą szatę i za chwilę potem znikła w gęstwinie gałęzi. — Jeszcze nie zgrzeszyłem — mówił książę — i napewno nie zrobię tego.
I rozchylił gałęzie. Wróżka tam spała, wyglądała tak pięknie, jak tylko wróżki mogą w raju wyglądać i uśmiechała się we śnie.
Książę nachylił się nad nią i dostrzegł łzy na jej rzęsach.
— Czyż płaczesz za mną? — wyszeptał książę. — Teraz dopiero czuję, jak całe szczęście raju przenika me ciało i choćby mnie miała potem noc ogarnąć, taka jedna chwila warta jest tego. — I zcałował książę łzy z jej oczu, a potem dotknął ustami jej ust.
Nagle rozległo się przeraźliwe uderzenie gromu i wszystko gdzieś runęło ze straszną siłą; piękna wróżka i kwitnący raj zapadał się coraz głębiej: książę uczuł się ogarnięty przez nieprzeniknioną noc, w której migotała tylko jedna daleka gwiazda. Wtedy ogarnęło go śmiertelne omdlenie i długi czas przeleżał jak martwy.
Dopiero zimny deszcz, siekący mu twarz, i gwałtowny wicher ocuciły go znowu. — Co uczyniłem — jęknął wtedy — zgrzeszyłem jak Adam, który utracił raj na zawsze!
Tak biadając, otworzył książę oczy; gwiazda, która świeciła zdaleka, jak utracony raj, była gwiazdą poranną. Wtedy książę wstał i zobaczył, że jest tuż obok jaskini wichrów. Matka ich, gniewnie spoglądając na niego, wzniosła groźnie ręce w górę.