Strona:Aleksander Dumas-Trzej muszkieterowie-tom 1.djvu/106

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wypłatania mu figla potężnego, przyznaję, iż głowę własną chętniebym za to oddał.
— I gospodarz ci mówił, d‘Artagnanie — podjął Athos — że królowa przypuszcza, jakoby Buckingham zwabiony został fałszywem wezwaniem?
— Lęka się tego.
— Czekajcie! — odezwał się Aramis.
— Co takiego? — zapytał Porthos.
— Mówcie swoje, a ja postaram się przypomnieć sobie niektóre okoliczności.
— Jestem przekonany, — rzekł d‘Artagnan — że porwanie kobiety, należącej do służby królowej, pozostaje w związku z wypadkami, o których mówimy, a może nawet i z obecnością pana de Buckingham w Paryżu.
— Nasz gaskończyk pełen jest pomysłów — rzekł z uwielbieniem Porthos.
— Bardzo go lubię słuchać — rzekł Athos.
— Panowie!... — zaczął Aramis — słuchajcie!...
— Słuchajmy, co powie!... — odezwali się trzej przyjaciele.
— Byłem wczoraj u pewnego uczonego doktora teologji, u którego zasięgam niekiedy rad co do moich studjów...
Athos uśmiechnął się.
— Mieszka on w pustej dzielnicy — ciągnął dalej Aramis — jego upodobania, powołanie, wymagają tego. Otóż w chwili, gdy wychodziłem od niego...
Tutaj Aramis zaciął się.
— Cóż dalej? — zapytali słuchacze — w chwili, gdy wychodziłeś od niego...
Widocznie Aramis czynił wysiłek, jak człowiek, który, zapędziwszy się w kłamstwie, naraz widzi nieprzewidzianą przeszkodę; lecz oczy trzech towarzyszów były w nim utkwione, słuch wytężony, cofać się już nie mógł.
— Doktór ten ma siostrzenicę — ciągnął dalej Aramis.
— A! siostrzenicę!... — przerwał mu Porthos.
— Osobę wielce czcigodną — rzekł Aramis.
Trzej przyjaciele wybuchnęli śmiechem.
— Jeżeli śmiać się będziecie, lub wątpić, nie dowiecie się niczego.
— Jesteśmy pełni wiary, jak wyznawcy Mahometa i niemi, jak groby — rzekł Athos.
— Wracam zatem do rzeczy — począł Aramis. —