Strona:Album zasłużonych Polaków wieku XIX t.1.djvu/518

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rator dopomógł mu bodaj do częściowego urzeczywistnienia zamiaru poznania całej Słowiańszczyzny. Na Litwę i Białoruś Czarnocki wracać nie mógł, bo miał przed sobą zawsze groźbę winy ucieczki z armii rosyjskiej, Wołyń, Ukrainę i Podole znał — pozostawała Ruś Czerwona i Polska. Czartoryski nalegał na poznanie przedewszystkiem własnej ziemi i ludu. Zoryan przyjechał do Puław w r. 1817 i natychmiast prawie wyjechał do Krakowa, Lwowa i Halicza. Tu śród pracy w archiwach i bibliotekach zbierał podania, pieśni i zabytki twórczości ludowej wogóle, ale począł już zwracać pilniejszą uwagę także na archeologię przedhistoryczną, szczególnie na licznie rozsiane kurhany i mogiły. Powróciwszy w r. 1818 na wiosnę do Sieniawy, majętności ks. Czartoryskich, naglony przez kuratora i gen. Kropińskiego, ażeby materyał zebrany uporządkował i coś wydał, napisał w Sieniawie rozprawkę p. t. O Słowiańszczyźnie przed chrześciaństwem, która była jak raca, oświetlająca nieznany dotychczas świat ludowego życia i poezyi. Wyraził on tutaj pogląd na jednolitość świata słowiańskiego, która objawiała się nietylko w jedności religii, lecz także w jedności kultury. Spostrzegłszy w swoich podróżach rozsiane po całej Słowiańszczyźnie horodyszcza, budowle ziemne podobnego do siebie kształtu, przyszedł do wniosku, że są one śladami kultu religijnego i pobytu słowian wszędzie, gdzie się znajdują; a ponieważ dostrzegał równomiernego ich rozszerzenia się od Uralu do Łaby i od zatoki Fińskiej do morza Czarnego, uważał, że ostatnie horodyszcza są ostatniemi granicami Słowiańszczyzny, Zaznaczył w tej rozprawce wrogie stanowisko duchowieństwa względem pogańskich przodków i zachęcał ludzi dobrej woli do badania ludu. Artykuł drukowany był w «Ćwiczeniach naukowych,» wychodzących w Krzemieńcu, i tegoż roku jeszcze przedrukowany w innych pismach, wywołał żywe zajęcie się życiem ludu i ożywioną polemikę. Przekonano się, że bez poznania świata ludowego, jego przeszłości i kultury nie może nikt napisać historyi narodu. Młodzież zapaliła się do nowej myśli i rozpoczęły się entuzyastyczne prace nad poznaniem i zbliżeniem się do ludu. W tym kierunku wpływ Chodakowskiego na rózwój literatury a nawet na szkołę romantyczną był wielki, a niedoceniony dotychczas. Czarowi jego gorącego i szczerego słowa ulegali nawet tacy poeci, jak Ad. Mickiewicz, który światowi ludowemu, szczególnie w Dziadach, dał dużo miejsca.
Chodakowski, widząc wszakże, że odmówienie poparcia ze strony uniw. wileńskiego jego pracy, utrudnia mu zadanie w przyszłości, a pragnąc poznać jeszcze szeroką połać Rusi wschodniej, zakołatał do Petersburga przez ks. Rumiancowa w Homlu mieszkającego, ks. Ad. Czartoryskiego i innych.
W tym czasie powrócił na Wołyń i nie zaprzestając badań dalszych popierał plan przeniesienia swojej akcyi do Rosyi. W Peredilu, majętności Kulczyńskich, krewnych gen. Kropińskiego, wpadła mu w oko p. Józefa, siostra jego przyjaciela, Ignacego. Rozkochał się w niej, panna była mu przychylną, ale rodzice, a nawet wujaszek generał uważali, że taki «burłaka,» jak Zoryan, żenić się nie powinien i ręki p. Józefy odmówili mu. Odchorował tę sprawę sercową, ale myśl swoją, zda się, jeszcze więcej pokochał. Niedługo się martwił. Nadeszło powołanie go do Petersburga, tyle upragnione; 9 września 1819 r. wyjechał z Homla do stolicy Rosyi. Miano mu za złe tę podróż, dla tego, że się odrywał od służby własnemu krajowi. Gorąco to bolało Chodakowskiego, który przyrzekał, że imienia polskiego nie da na poniewierkę, a o swoich nie zapomni. Na pociechę smutków spotkał się w drodze z panną, która w towarzystwie kuzynki i służącego dążyła do matki, do Petersburga. Była to p. Fleming. Czartoryska była również z Flemingów. Chodakowski rozkochał się w niej na zabój, panna nie była także obojętną, a wszystko to szło tak crescendo, że nie trwało nawet dwóch tygodni — 21 września już się pobrali. Zoryan rozumiał, że działo się to zbyt po kozacku, ale na długotrwałe amory nie miał czasu. Miłość w niczem nie przeszkodziła mu. Po drodze zwiedził Psków i okolice, rysował horodyszcza, poznał się z metropolitą Eugeniuszem, słowem nie ustawał w pracy ani na chwilę. W stolicy złożył wizytę Szyszkowowi, prezesowi akad. nauk, przedłożył plan swój i przyjęty został entuzyastycznie. Staruszek zrozumiał, że zanosi się na «wielikoje ouvrage,» i zaproponował Chodakowskiemu tytuł honorowego członka akademii. Tu poznał się z Karamzinem, którego pierwsze tomy dziejów już poprzednio krytykował. Urzędowy «historyograf» przyjął go łaskawie, plan jego poparł i przy-