Strona:Album zasłużonych Polaków wieku XIX t.1.djvu/471

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zasługi ks. Goliana na stanowisku administratora u św. Floryana pięknie ocenił hr. L. Dębicki w «Czasie:» „Choć sam ubogi i nie rozporządzał dochodami parafii, zabrał się do oczyszczania wnętrza kościoła... ale najbardziej zespolił się z ludnością Kleparza... Przedmieście to było siedzibą domów zepsucia i szynkowni. Ks. Golian rozpojonych robotników i proletaryat kleparski umoralnił kilkoletniem duszpasterstwem. Jak zawsze lud chwytał skwapliwie jego nauki, choć tak górne, Ks. Golian obniżył skalę swych kazań, a ich moc na tem nie straciła. Nie zapomnimy nigdy szeregu nauk przez cały maj z rana i po obiedzie z wykładem historyi kościoła u św. Floryana. Było to arcydzieło jasności, która nie zawsze cechowała Jego wymowę.»
Przez następnych siedem lat, t. j. od 1873 — 1880 roku, pracował przy kościele N. P. Maryi, zrazu jako koadjutor, później jako administrator. Obok tego był dyrektorem duchownym i spowiednikiem w zakładzie penitentek, spowiednikiem u p. p. prezentek, karmelitanek na Wesołej i felicyanek, miewał wykłady apologetyczne o «Objawieniu i religii chrześcijańskiej» w internacie nauczycielskim; lat kilka był katechetą w pensyonacie p. p. urszulanek. Na dwa zawody w tymże czasie, był zastępcą profesora w uniwersytecie Jagiellońskim: raz w r. 1870 wykładał przez rok jeden Nowy Testament, a w r. 1880 rozpoczął tłómaczyć filozofię św. Tomasza. Do prośby o udzielenie mu docentury na uniwersytecie Jagiellońskim ministeryum się nie przychyliło, ustąpił więc po dwóch latach z bezpłatnej posady, którą przyjął na samo wezwanie ks. biskupa a sprawował z zamiłowaniem, talentem i korzyścią. Jeszcze ks. biskup Gałecki, patrząc na jego prace i chcąc mu dać dowód swego uznania, kazał mu się podać na posadę proboszcza u Panny Maryi. Posłuchał ks. Golian, ale podanie zwrócił rząd z dodatkiem: ingrata persona. Po obsadzeniu probostwa N. Maryi Panny (1880 r. w grudniu) przez pół roku pozostawał na skromnem stanowisku kapelana penitentek, każąc jak zawsze po kościołach krakowskich, aż wreszcie za staraniem ks. biskupa Dunajewskiego dostała mu się pod koniec życia pierwsza i jedyna w jego życiu, stała posada proboszcza wielickiego. W książce pod tytułem Korespondencye ks. Goliana znajdujemy bardzo wiele szczegółów z jego pobytu w Wieliczce, własną jego ręką skreślonych a dotyczących jego osobistego wrażenia, warunków miejscowych, stanu kościoła i parafii i stosunku z księżmi wikaryuszami. Pasterstwo w Wieliczce atoli nie było dla niego miejscem odpoczynku, otium bene meritum, ale nowym posterunkiem pracy wytężonej.
Półczwarta roku jego pasterzowania zapisały się głęboko w pamięci wieliczan, którzy cnoty jego ceniąc, ofiarowali mu w rok po przybyciu obywatelstwo honorowe, a po śmierci jednogłośną uchwałą przyjęli do spłaty dług jego kilkotysięczny, zaciągnięty na kościół, który on odnowił i przerobił z gustem.
Padł wreszcie ks. Zygmunt, jak żołnierz na wyłomie, wśród pracy apostolskiej po trzech z górą latach wzorowego pasterzowania w Wieliczce dnia 21 lutego 1885 r. Jednakże tego człowieka nasze społeczeństwo ocenić nie umiało: przez 25 lat, bo od 1860 r., był on przedmiotem napaści, szkalowań, szyderstw po dziennikach i czasopismach. Zapoznawano jego prace, talent, poświęcenie i długoletnie zasługi, a nieliczne małostki egzagerowano, ściągając nań tylko nienawiść, Trafnie odezwał się o nim p. St. Tarnowski w «Przeglądzie polskim.» „Ks. Golian w usposobieniu nerwowy, w swojem pragnieniu dobrego namiętny, unosił się czasem swoją żarliwością i nie zawsze zachował tę miarę, której brak Szujski nazywał jednym z charakterystycznych braków polskiej natury. Z tego wynikło, że słowo jego bądź istotnie zbyt żywe, bądź źle zrozumiane, szkodziło mu u takich, którzy przekonania i dążności jego podzielali, lub w najgorszym razie, nie byli mu przeciwni. Szkodą to było znaczną, ale winą w mniejszym daleko stopniu jego, niżeli tych, którzy małych usterek dla wielkich cnót i zasług wybaczyć nie umieli.“ Wistocie był to człowiek wielkich cnót, głęboki asceta, dusza Bogu oddana i Boga szukająca we wszystkiem.
Najpiękniejszym atoli rysem jego charakteru to miłosierdzie dla ubogich, miłosierdzie ewangeliczne, o jakiem się tylko w żywotach świętych doczytać można. Wszystkiem się dzielił: pieniędzmi, ubraniem, pokarmem. W Warszawie, pobierając jako profesor Akademii duchownej 9000 złp. ówczesnych rocznej pensyi, tysiąc z nich tylko zostawiał dla siebie, a resztę oddawał na uczynki miłosierne.