Strona:Album zasłużonych Polaków wieku XIX t.1.djvu/410

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wierzono im może; bądźcobądź, ufano doświadczeniu znachorów i ich umiejętności leczniczej.
Przywiązał się Zuj stary do pacholęcia lackiego, przywiązało się i «ptaszę lasze» do Zuja. Pieścił je i syn chutornika i córki, znachorówny. Na dobrych snadź ludzi natrafił, którzy nie tylko chlebem, lecz i sercem z nim się dzielili. Nie wrogie im było «lasze ptaszę» i nie czuł Zuj nienawiści do szlacheckiego dziecka, gdy w jego domu rosło «przybłędne pacholę, Zozuleczka z laszego narodu, Co je sobie odkochał za młodu.»
We Fragmentch większej całości (Bohdan Zaleski, Dzieła pośmiertne. Kraków, r. 1891) poświęcone są strofy prześliczne tej chwili pamiętnej, tego szczególnego pobytu w chacie Zujowej. Nie mamy lepszego nad nie dokumentu, któryby nam mówił o tym serdecznym stosunku paniątka do znachora i znachorówien; o tem pierwszem rozbudzeniu się uczuć i powolnem zanurzaniu się w świat marzeń; o tym rozwoju duszy dziecięcej i lotu naprzód do przeznaczeń niepewnych, do przyszłości zamglonej, zjawiającej się w kształtach widziadeł uroczych.

Zuj bywało lubystek, sen ziele,
Różne kwiecia pod młodzik miesiąca
Zbiera w polu na wonne kąpiele,
Sam je swemu laszkowi przyrządza.
Syn i córki na laszka posłudze,
Tak miłował pacholę to cudze.

Lasze ptaszę, jak w chacie go zwano,
Lasze ptaszę rączkami za szyję
Pieści Zuja, całuje w kolano,
To Zujównom od ocząt blask pije.
Jak z siostrami potulne, ochocze
Gładzi kosy i piosnki szczebiocze.

To pierwsze zetknięcie się z ludem niezatartemi głoskami wyryło się w pamięci dziecięcej, przetrwało lata długie i w dniach szczęścia zachwytem było, w dniach niedoli pociechy balsamem. Poznał lud i ziemię, która go «mleczem dum i kwiecia» hodowała, nie z opisów i nie z opowiadań, ale wszystko własnemi oczyma widział, ale piędzi każdej własną stopą dotknął. Nieraz się zanurzał w burzany i bodziaki, nieraz przez łan pszeniczny za przepiórką śmignął, «szelesnął w prosie, niewidomy a znany po głosie»... Z Iwanhory przypatruje się bajdakom po Dnieprze płynącym, a dokoła step szumi, mogiły gwarzą, po nad któremi unosi się zaklęty świat baśni. A wieczornice i doświtki u Zuja, a zasłyszane kazki o Zaporożu czy nie położyły tajemniczej pieczęci na młodą duszę dziecka, które, co tylko zasłyszało «z prawdy czy nieprawdy,» to już na zawsze przechowało w swem sercu.

Lasze ptaszę zaledwie podrostek,
A nielada już bystry rozumek;
Niema w siole dlań tajnych miłostek,
Niemasz dumy nieznanej, ni dumek.
Niebylice, co z wiatru podsłucha,
Wleje ludziom przez serce do ucha.

Z tych paru ustępów, wziętych z fragmentu Ptaszę lasze, ustępów bez żadnej przesady poetycznej, widzimy, w jakiem otoczeniu przeszły pierwszw lata Bohdanka, na co patrzał i co i jak wpłynęło na rozbudzenie się fantazyi poety.
Z fragmentem tym łączy się i drugi Kwiat paproci, którego milczeniem nietylko pominąć nie możemy, lecz przeciwnie wysuwamy na czoło, nie ze względu na jego zalety artystyczne, bo pod tym względem przewyższają go daleko wcześniejsze utwory, lecz że przez usta poety dowiadujemy się o paru szczegółach życia chłopięcia, oraz o wizyach, jakie nawiedzały umysł dziecka. Wprawdzie Zaleski pisał te słowa, gdy już był w latach podeszły, nie zmyślał jednak, nie okłamywał sam siebie, poddawał się tylko wrażeniom wspomnień dawnych, żył niemi, odczuwał żywo i zostawił część prawdy o pierwszem rozbudzeniu się twórczości swojej.
W chacie Zujowej przeżył około dwóch lat. Urosł, zmężniał, zakochany w czarach stepu i kazkach ludowych.
Razu pewnego zniknął.
W chacie żal i trwoga, a on «rucianem wybrzeżem Sieniuchy, po nad Rosią, wśród białych konwalii wzdłuż Taśminy» w step poszedł, gdzie wał Żmii swym grzbietem wyniosłym ten step na dwoje przecina i zabłąkał się w pustkowiu dzikiem. Lecz się nie uląkł: szedł dalej i dalej, bo zmysły mu zapach kwiatów odurzył, bo «śpiewał dumę ojców» step rodzony. Tak idąc dni i noce, zaszedł na pole paprociane strzeżone przez żórawie. Widząc go, źóraw stary mrugnięciem oka zbliżyć się do siebie kazał, a gdy lasze ptaszę podeszło, ptak dał mu kwiat paproci i oto moc dziwna weszła w dziecko; coś w rodzaju objawienia; otworzyły się przed niem tajniki przyrody, a ru-