Strona:Album zasłużonych Polaków wieku XIX t.1.djvu/313

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jacielowi, że ma o wiele większe zdolności do nauk przyrodniczych, niż do poezyi, na nazwisku jego osnuł żartobliwą opowieść, rymując w niej cały szereg wyrazów: Domeyko — Dowejko — Rapejko — Wilejką — taradejką, i Domejki — kierejki.
Ignacy Domejko przyszedł na świat 22 sierpnia 1802 roku, we wsi Niedźwiadce, nad rzeką Uszą, w powiecie Nowogródzkim. Wszystkie powyższe nazwy nie są nam całkiem obce: znamy je z ust Wojskiego, unieśmiertelnione przez wielkiego poetę. Syn Hipolita, prezesa sądów ziemskich nowogródzkich, i Karoliny Ancutówny, kształcił się nasz Ignacy zrazu w domu, potem zaś, w roku 1810, oddano go do szkoły podwydziałowej OO. Pijarów w Szczuczynie litewskim, gdzie jednym z jego nauczycieli był upamiętniony w «Dziadach» ks. Lwowicz.
W 6 lat później widzimy Domejkę w Wilnie, pełnemi dłoniami czerpiącego wiedzę i oddającego się z całem zamiłowaniem i z całym zapałem młodzieńczym ulubionym studyom przyrodniczym pod okiem takich mistrzów, jak Jędrzej Śniadecki, Jundził, ks. Filip Golański i inni. Że tacy ludzie mogli rozbudzić żądzę wiedzy i poświęcenia dla nauki, o tem wątpić nie wolno.
Prócz profesorów i koledzy na rozwój duchowy Żegoty okazali wpływ nielada. Domejko należał do wszystkich ówczesnych stowarzyszeń studenckich: Filomatów, Promienistych i Filaretów. On był jednym z tych, do których wołał poeta: «Razem młodzi przyjaciele!» i wołał nie napróżno. Jak wielkie wrażenie otoczenie koleżeńskie musiało wywierać na przyszłego profesora sant jago-ańskiego, o tem świadczy jego «List o Filaretach i Filomatach,» spisany w pół wieku później, a pomimo to pełen jak najżywszych i jak najbardziej szczegółowych wspomnień.
W roku 1822 opuszcza Domejko ławę uniwersytecką ze stopniem magistra filozofii i osiada na czas dłuższy w rodzinnym Zapolu, w powiecie Lidzkim, hodując «merynosy, woły» i zyskując «sławę najlepszego w Litwie ekonoma.»
W 1832 roku widzimy go, internowanego przez rząd pruski w Gerdauen, obok Królewca, potem zaś w Pilawie i Rastenburgu; a w kilka miesięcy potem Zegota znalazł się w Dreźnie obok Mickiewicza i innych wiernych swoich przyjaciół. Odtąd pomiędzy poetą i geologiem zawiązała się szczera i serdeczna przyjaźń, której ani odległość tysiąca mil, ani dzielący ich ocean rozerwać nie zdołał, aż katastrofa 1855 roku stargała nić długoletniej, ciepłej korespondencyi.
Z Mickiewiczem udał się Domejko do Paryża. Tam on należał do tego szczupłego grona przyjaciół, z którymi zasiadał poeta przy kominie, «drzwi od Europy zamykał hałasów» i «dumał, marzył o swojej krainie; on był jednym z owych bajecznych żórawi, co «słysząc zaklętego chłopca skargę głośną,» rzuciły mu po piórze, «on zrobił skrzydła do swoich wrócił; on wreszcie prowadził poetę do ślubnego ołtarza.
W Paryżu Domejko oddał się tym samym studyom, do których jeszcze w Wilnie zapalał się jego młodociany umysł; zapisał się do słynnej École des mines i w kilka lat później ukończył ją z odznaczeniem, zyskując uznanie wśród profesorów pracowitością, inteligencyą i zdolnościami.
To wyróżnienie, jakiego się doczekał, zadecydowało o całej jego przyszłości. Niedługo pozwolono mu oddawać się żmudnej pracy zarobkowej w jednym z większych zakładów fabrycznych w Alzacyi. Sami profesorowie École des mines wystarali się dla niego o miejsce profesora chemii w nowozałożonym instytucie w Coquimbo, czyli Serena, w Chili. Radosną tę wieść zakomunikował mu Mickiewicz, pisząc: «był u mnie właśnie dzisiaj Polak, Jastrzębski, który widział Francuza Dufresnoy. Kto jest ten Dufresnoy — nie wiem. Owóż on powiada, że jest dla ciebie miejsce w Chili. Masz być profesorem chemii i metalurgii. Dadzą ci pieniądze na drogę i trzy tysiące dolarów.»
Po krótkiem wahaniu przyjął Domejko ponetną propozycye. Dnia 2 lutego 1837 roku rozwinął żagle okręt, unoszący byłego Filomatę na drugą półkulę, skąd nieprędko miał powrócić.
Odtąd odległe od Wilna i Nowogródka Chili stało się dla niego drugą ojczyzną. Całem sercem pokochał on ten młody kraj i naród i cały oddał się na jego usługi. Można powiedzieć, że były uczeń Jędrzeja Śniadeckiego nie stracił ani chwili na lądzie amerykańskim. Zorganizował kursy fizyki i chemii w Coquimbo, założył laboratoryum chemiczne i górnicze, muzeum mineralogiczne, petrograficzne i paleontologiczne, bibliotekę, zbiory meteorologiczne i t. d., on wreszcie wprowadził do szkolnictwa chilijskiego organizacyę uniwersytetu wileńskiego z doby jego rozkwitu.