Strona:Album zasłużonych Polaków wieku XIX t.1.djvu/239

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rakter odnaleźć, słowem, w tym świecie bronzów i marmurów obracała się, jakby wśród swych sprzętów domowych. Więc co dziwnego, że i poeta na te rzeźby innemi zaczął patrzeć oczyma, skoro je wszystkie w blasku jej oczu oglądał? Ale on coś więcej jeszcze przeniknął. Zrozumiał, że pod tymi skromnymi pozory, Henryeta ukrywa skarby w swej duszy, ale które ocenić mogą tylko ci, którzy mają możność sięgnąć wzrokiem w jej głębie, a wtedy zestawienie jej z Anastazyą, może i niekoniecznie na korzyść tej ostatniej przechylało szalę w umyśle poety. Że to nie próżny domysł, świadczy wiersz, zatytułowany: Do mojego cicerone, który jej wpisał do albumu. Ostatnie jednak wyrażenie: «Ty może zgadniesz i przyszłość pielgrzyma» wywołało niezadowolenie ze strony hr. Ankwicza. Nie zmieniło to na pozór dawnego stosunku poety do całego domu, ale było wskazówką, iż z podobnymi objawami należy mu być ostrożnym. Odtąd pomiędzy nim, a członkami rodziny wywiązał się dość dziwny stosunek. Matka, panna Marcelina, całem zachowaniem się i półsłówkami, zdawały się ośmielać poetę do otwartego starania się o rękę Henryety; ojciec zaś wysadzał się na grzeczności dla niego, a mimo to był zimnym i odpychającym. Mickiewicz coraz rzadziej uczęszczał na ulicę Mercede, a natomiast w innych towarzystwach przebywał. A koło jego znajomych było dość liczne w Rzymie. Bawiła tu bowiem ks. Zeneida Wołkońska, oraz wielu z rodaków, jak Wojciech Stattler z Krakowa, Ks. Parczewski, Strzelecki, ochmistrz ks. Aleksandra Czartoryskiego i inni.
Święta wielkanocne znowu zbliżyły do Ankwiczów poetę, a więcej może śmierć ks. Parczewskiego, który w tym czasie zgasł na chorobę piersiową. Była to piękna dusza, która na Mickiewicza wielki wpływ, pod względem religijnym wywarła.
W początkach maja Ankwiczowie opuścili Rzym, udając się do Paryża; z poetą jednak żegnali się tylko do «widzenia,» gdyż na zimę mieli znowu do wiecznego miasta powrócić. Tymczasem Mickiewicz z Odyńcem pozostali na miejscu, mając zamiar dotrzeć do Neapolu i dalej. Tu Mickiewicz pod wpływem tęsknoty za Henryetą napisał ów cudny wiersz: »Znasz-li ten kraj?« parafrazując śpiew Mignony Goethego.
Po miesięcznym pobycie w Neapolu, zwiedzeniu Wezuwiusza i wycieczek Odyńca do Sycylii, dokąd nie chciał jechać Mickiewicz, dwaj poeci wrócili na czas krótki do Rzymu, by wziąć udział w obrzędzie ślubnym Stattlera z Klementyną Zerboni, poczem w d. 1 lipca wyruszyli do Szwajcaryi na Florencyę, Genuę i Medyolan, tak, że dopiero w sierpniu, przeszedłszy Simplon, stanęli w Genewie. Tu pierwsza, mianem proroka, powitała Mickiewicza Anastazya Klustin. Przepowiadał bowiem nieunikniony upadek Burbonów — i oto rewolucya lipcowa, wymiotła ich z Francyi. Na Mickiewicza wieść o lipcowych wypadkach wywarła niepokojące wrażenie. W Paryżu przebywali Ankwiczowie i myśl, że wśród zaburzeń ludowych mogli uledz jakiej przygodzie, przeraziła go, tysiączne w nim budząc obawy. I teraz dopiero zmierzył głębie uczucia swego dla Henryety.
Do osób przebywających w Genewie należał wtedy młody Zygmunt Krasiński, który z Mickiewiczem zabrał pierwszy znajomość. Sądząc z tego, co słyszał w Warszawie, był przekonany, że znajdzie w nim samochwalcę, zarozumialca, pomiatającego zasługami innych. Jakże się zdziwił, gdy ujrzał człowieka, odznaczającego się nietylko prostotą i skromnością, ale i wielkim rozumem. To też pierwszy list, jaki do ojca wyprawił, pełen był szczegółów o Mickiewiczu. Ten ich przyjazny stosunek jeszcze bardziej wzmocniła dwutygodniowa wycieczka na Rigi, Jungfrau i do Jeziór Czterech Kantonów, którą z Odyńcem i Jakubowskim, ochmistrzem Zygmunta, odbyli. Ale właśnie gdy Mickiewicz z tej wycieczki powrócił, zastał już w Genewie Ankwiczów zdrowych i całych.
Z jesienią wszyscy z kółka poety, zaczęli się gotować do wyjazdu z Genewy. Do odlotu pierwszy dał hasło Odyniec, który po 10-miesięcznem towarzyszeniu poecie, miał do Paryża wyjechać. Po nim wyruszyli Ankwiczowie do Rzymu, za nimi dopiero podążył Mickiewicz i dogonił ich w Medyolanie. Ale tu pomiędzy małżonkami zajść miała gwałtowna scena, Ankwicz bowiem, widząc zajęcie się sobą dwojga młodych ludzi, zaczął robić wyrzuty żonie, iż dopuściła do tak poufałego stosunku i oświadczył, iż woli widzieć Henryetę na marach, niż żeby rękę jakiemuś poecie oddała. Czy Mickiewicz był powiadomiony w jakibądź sposób o tem, co zaszło, czy też wyrozumiał tyłko z zachowania się względem niego Ankwiczów, że coś niedobrego się święci; dość, że on, co miał