Strona:Album zasłużonych Polaków wieku XIX t.1.djvu/234

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Grażyna. O ile pierwszy z tych utworów jest wybuchem wulkanicznego uczucia, o tyle drugi owocem spokojnego, artystycznego rozmysłu. Poeta nazwał Grażynę powieścią litewską, choć mógł ją był nazwać i historyczną w tem znaczeniu, jak ją Walter-Scott pojmował. Zachodzi tylko pytanie, co w niej stanowi żywioł dziejowy? Rozumie się nie osoby działające, gdyż te wymyślił poeta. Jakoż, bohaterka miała pierwotnie nosić imię: Karyna; Litawora w rękopiśmie zastępował Korybut, rzeczywisty książę Nowogródzki, ale który miał zatarg z Kiejstutem, nie Witoldem; nazwę zaś Rymwid wziął poeta z przydomku, który służył jednej gałęzi Mickiewiczów. Tak w tabeli funduszów edukacyjnych, ułożonej po zniesieniu Jezuitów, potykamy się z nazwiskiem Leona Rymavida Mickiewicza, starosty rudnickiego. Wobec tego, cóż właściwie historycznego w tej powieści zostanie? Oto stosunek lenny do W. książęcia, ogólne tło religijno-społeczne i wiązanie się księcia-Litwina przeciw swoim z krzyżactwem. Zwykle W. książęta podejrzliwie na wzrost potęgi książąt lennych patrzali i, gdy się dla nich ci okazywali niebezpiecznymi, usuwali ich zdradą. Nic przeto dziwnego, że gdy Witold każe Litaworowi przybyć do Lidy, która mu przypada posagiem za żoną, by go wwziązać w jej posiadanie, jako swego lennika; ten, wietrząc w tem zdradę, łączy się przeciw niemu z Zakonem. Zaślepiony nienawiścią ku Witoldowi, który go swą wielkością zaćmiewa, głuchy na zdrowe rady Rymwida, oraz łzy żony, która go pragnie odwieść od czynu, mogącego ściągnąć nań hańbę, robi wrażenie rozhukanego żywiołu. To też nic naturalniejszego, iż Grażyna przez miłość ku niemu i dla ocalenia jego czci pragnie go własnem poświęceniem na tej niebezpiecznej drodze powstrzymać. Ale wbrew jego zamysłom, odprawiając z niczem posłów krzyżackich i stając przeciw rajtarom i knechtom Zakonu w mężowskiej zbroi na czele hufców litewskich, podejmuje zadanie przewyższające jej siły i ginie, ponosząc karę za przekroczenie granicy, jaką jej płeć zakreśliła w działamu. W każdym razie osnowa poematu nader prosta. Poeta wszakże, idąc za przykładem Walter-Scotta, który swych bohaterów lubił otaczać urokiem tajemniczości, rozmyślnie rzecz całą zagmatwał tak, że aż w końcu potrzebował dodać epilog, by przez usta giermka, świadomego wszystkich zawikłań, wyjaśnić to, czego z treści poematu należało się domyślić. Bez tego jednak zawikłania, nie mógłby się był pojawić w stanowczej chwili Rycerz czarny, który ostatecznie los walki rozstrzyga na stronę Litwinów. Jest to efekt nieco teatralny, gdyż Litawor, śpieszący na pomoc żonie, nie mógł myśleć o dobieraniu konia, hełmu, zbroi i płaszcza w jednostajnym kolorze. Tego nie usprawiedliwia nawet przypadek.
Bez względu na to, Grażyna jest jednym z najpiękniejszych i najartystyczniej obmyśłanych utworów poety. Przedewszystkiem forma jej, wzorowana na przekładzie Jerozolimy Wyzwolonej, dokonanym przez Piotra Kochanowskiego, stanowić miała dowód, że poeta nietylko romantyzmowi hołdował, lecz że uznawał i kierunek klasyczny. To też rozsiał on w tym utworze hojną dłonią niezliczone piękności. Prześlicznym jest na samym wstępie obraz Nowogródzkiego zamku w oświetleniu pełni księżyca, oraz opis przybycia posłów krzyżackich; dramatyczną w całem znaczeniu rozmowa Litawowa z Rymwidem, wreszcie po mistrzowsku skreślony przebieg walki Litwinów z Krzyżakami, a już najplastyczniej odtworzona postać samej Grażyny, łączącej w sobie siłę męzkiego ducha z niewieściemi powaby ciała. Jest ona istotnie imponująca, wspaniała. Powiadają, że prototypem jej była dla poety p. Kowalska.
Oba powyższe utwory, wyszłe z druku na początku 1823 roku, Mickiewicz osobiście doręczył bawiącej w Wilnie Maryli.
Tymczasem, wróciwszy do Kowna, oczekiwał ze strony krytyków potępienia lub uznania dla siebie. Niestety! o ile młodzież zachwycała się jego utworami, o tyle powagi literackie pragnęły je zabić pogardliwem milczeniem. Jedyny głos wyszedł z Warszawy, a podniósł go Franciszek Grzymała w redagowanej przez siebie Astrei. Inni milczą, nawet Brodziński. Natomiast wśród literatów, jacy się w domu gener. Krasińskiego zbierali, panowało przeciw Mickiewiczowi takiesamo uprzedzenie, jak wśród starszego pokolenia literatÓw wileńskich. Tu Kajetan Koźmian nazywał go poetą smorgońskim. Ludwik Osiński zaś, mówiąc o jego poezyach, nie wahał się w sposób wiadomy strawestować chór w Dziadach, a balladę. «To lubię» nazwać pieśnią dzia-