Strona:Adam Szymański - Dwie modlitwy.djvu/206

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wiedzieć nijako. Zechces uscypnąć bywało...
— A gdzieście szczypali, w gębę? przerwał szewc impertynencko.
— Nie wydziwiałby pon! Cy to ja z panów, abo z mieskich jakich, zebym scypał dziewkę w gębę, a swoję Maryś jesce? Scypałem, gdzie trza...
Szewc tryumfował i teraz, gdy zdołał dowieść nareszcie czarno na białem jego zupełnej nieznajomości form towarzyskich, tej najprostszej przyzwoitości miejskiej; z wyrażeniem nieskrywanego zadowolenia i ironii słuchał objaśnień maciejowych.
— Scypałem, gdzie trza, powtarzał tymczasem Maciej gadatliwie, ale po próżnicy, bo nijok nie można; siłę w palicach mia-