Strona:A. Lange - W czwartym wymiarze.djvu/94

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nasze sny i widzenia, a twórczość swoją realizuje każdy z nas w samym sobie. Ciało nasze, jak ci już mówiłem, jest jakby silna baterja elektryczna. Wszystkie wasze wynalazki u nas są jakby naturalnie nam dane — w nerwach. Dla tego możemy rozmawiać na odległość; oczy nasze są, jak teleskopy. Śmierć u nas, to właściwie rozproszenie elektryczności wewnętrznej, a to rozproszenie — to najczęściej wynik grzechu.
Coraz nowa fala pytań budziła się w myśli pana Jana. Już go chciał zapytać, jaki tam ustrój społeczny, jaki rząd, jaki parlament, jakie stronnictwa polityczne, jak tam stoi kwestja żydowska, gdy naraz doszły go straszne krzyki z sąsiednich pokojów.
P. Jan poczuł się nagle, jak zbrodniarz, schwytany na gorącym uczynku. Lęk ogarnął go straszny i jednocześnie poczuł nadzwyczajne osłabienie swojej siły hypnotyzerskiej. Był niespokojny, zdenerwowany, wytrącony z równowagi. W tejsamej chwili medjum zaczęło na nowo bełkotać swoim językiem, lecz melodja była groźna, jak burza, a barwy dokoła medjum krążyły ciemne, czarne, purpurowe; twarz medjum dziwnie się zmieniła; była to bolesna, pomarszczona twarz starca, a muzyka jego mowy zmieniła się z burzliwego pomruku w jęk bolesny, a potym w zwyczajny płacz małego dziecka.
Zapukano do drzwi.
— Panie, panie!
Pan Jan oprzytomniał. Spojrzał na zegarek, była