Strona:A. Lange - W czwartym wymiarze.djvu/216

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Coprawda, rzecz niebardzo zrozumiała.
— Enigmatyczna! naturalnie. Lecz wyjaśnię wam bliżej. Czytajmy naprzód znaki, a potym kombinację znaków. Jeże-Lilit-oś-c-iwa-t-vache-Lach-Etna-du-szaniec-hajt-amas-ka z lo-duros-pac-zaćmienie-z-mus z a. Jeszcze nie rozumiecie? Więc uważajcie, wiersz był taki:
Jeżeli litościwa twa szlachetna dusza
Niechaj ta maska z lodu rozpaczać mię nie zmusza.
Kobieta z sercem powinna była całą tajemnicę tego rebusu odgadnąć.
— Podpisałeś się?
— Niech Bóg broni. List był bezimienny, a ja czekałem zwiastowania.
— Nie można powiedzieć, żeby to był najlepszy sposób oświadczenia miłości.
— Obawiam się też, że Wanda nie zrozumiała delikatności mojego sposobu. Była to niewątpliwie dusza wyjątkowa, z tysiąca wybrana, kobieta wyższa, dostojna, ale brakło jej tego subtelnego tonowania uczuć, które właśnie ja uprawiałem. Wierzyłem, że z biegiem czasu mógłbym ją wyszkolić w tym kierunku. Jednakże losy postanowiły inaczej. Tegosamego dnia, kiedy wysłałem jej pocztą miejską mój rebus, zapukał do mnie jakiś wędrowny kramarz, Bośniak, w barwnym turecko-serbskim kostiumie narodowym; sprzedawał on fezy, chusty serbskie i macedońskie, kaftany, gąbki, pantofle i sztylety. Kupiłem sztylet, gdyż dawno marzyłem o takim przedmiocie — wiadomo już dla czego. Trzy tygod-