Strona:A. Lange - W czwartym wymiarze.djvu/180

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


krew czerwona, kto nad tobą czuwać będzie? Obca ręka cię osłoni, pielęgnować będzie ciebie! Ja — ci będę zbyt daleka, ja ci będę niepotrzebna. Gdybym była uskrzydlonym ptakiem, co po chmurach lata — poleciałabym za tobą, by nad tobą czuwać ciągle. Poleciałabym na owe pola zimne i dalekie, aby rany twe przewiązać, aby krew ci zatamować, aby jadło twoje warzyć, by ci puhar dać leczniczy. Ach, a jeśli zginiesz w bitwie, od japońskich kul przebity, cóż uczynię na tej ziemi, ja sierota beznadziejna! Nawet, gdybym na twym grobie we łzach chciała się pomodlić, nie znalazłabym w pustyni twej mogiły niewiadomej! Chcesz, to poślę w świat za tobą — swoje oczy, szare ptaki — abym ciągle była z tobą, była w tobie i przy tobie. Byś je widział nieustannie, jak ja widzę twoje oczy, twe ogniste czarne oczy, co czuwają wciąż nade mną.
— Twoje oczy są mi gwiazdą, co mię będzie wiodła w dale do tych pustyń zabajkalskich, gdzie śmierć blada dziś tańcuje — i chorowód swój prowadząc, morzem krwi rozweselona, żywot kosi za żywotem. Tam ty jednak będziesz dla mnie osią marzeń mych i czynów. Dusza moja za tą gwiazdą będzie krążyć nieustannie, jak słonecznik się obraca za ognistą słońca tarczą. Pamięć twoja w sercu moim moc rozpali niewzruszoną; żadna strzała mię nie zrani, żadna kula nie przebije. Moc mam z ciebie tajemniczą: niechaj walka huczy wkoło, niech grzmią działa i szimozy, jam jest wszędzie nietykalny. A choćby mię grób pochłonął, choćbym runął gdzie zabity, to przełamię grobów ciemność i na świat się