Strona:A. Lange - W czwartym wymiarze.djvu/146

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    czą niepodobną sprawdzić tę kwestję, gdyż, o ile mi wiadomo, Wawrzyniec ma za miesiąc najdalej być tu w naszym mieście.
    P. ZOFJA. Panie Kasprze, na miłość Boga, niech pan śledzi ich przyjazd — i skoro tylko ją pan zobaczy, niech pan ją do mnie sprowadzi...

    · · · · · · · · · · · · · · · · · · ·
    · · · · · · · · · · · · · · · · · · ·
    · · · · · · · · · · · · · · · · · · ·
    · · · · · · · · · · · · · · · · · · ·

    W półtora miesiąca później. Tensam salon — te same panie. Nadto nowa osoba, Rozaura Brzeszczotowa, kobieta niepospolitej piękności: przypomina nieco Beatrix Cenci z obrazu Guido Reniego, w podobny czarny kostium przybrana, ale jeszcze dziesięćkroć piękniejsza. Po krótkich powitaniach, pocałunkach, zapytaniach, Rozaura jedna przemawia. Historja jej tak jest dziwna, że słuchaczki gotowe ją uznać za bajkę, ale, choćby nawet ta powieść była nieprawdziwa, wzdychają zazdrośnie, a pani Laura od czasu do czasu pocichutku szepce sama do siebie: Psiakrew!
    ROZAURA. Moje drogie przyjaciółki, jeżeli wolno kobiecie powiedzieć o samej sobie: jestem piękna! — to przedewszystkim wolno to mnie, bo przez dwadzieścia cztery lata życia byłam tak poczwarna, że nienawidziłam sama siebie. Niezgłębiona melancholja trawiła mą duszę. Nikt nigdy nie zrozumie, jaki ból mnie przenikał, gdy pomyślałam o swej ohydzie zewnętrznej. Zapewne, istnieje piękność duchowa