Strona:A. Lange - W czwartym wymiarze.djvu/105

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


alizm, redukujący wszystkie zjawiska ducha ludzkiego do dwuch przeciwieństw: rozkoszy i cierpienia.
Taki był Amor XVIII w., duch wesoły, jasny, zrównoważony, ludzi i bogów darzący rozkoszą.
Ale obok sceptyków i encyklopedji, obok tych, w skończoności zamkniętych, wiek XVIII miał drugi szereg myślicieli, którzy pracowali w ukryciu, w tajemne stowarzyszenia powiązani; dziedzice hjeratycznych tradycji wieków umarłych, szukali oni rozwiązania zagadek bytu i nieskończoności na innej drodze, na drodze mistyki.
Iluminaci, Różokrzyżowcy, nowi Templarjusze, Kabaliści, Fabre d’Olivet, Saint Martin, Saint Simon, Fourrier, Mesmer, zamącali śmiech ironiczny Voltaire’ów i Diderotów.
Żyli oni całą duszą w nieskończoności, a ta jasna i przezroczysta myśl XVIII wieku była dla nich myślą powierzchowną i płytką. Tu była granica panowania Amora.
Jednakże mężowie ci byli zbyt daleko od swojego czasu, ale już dzwoniła nuta miększa w pieśniach Amora, tendresse pasterzy, co się schodzili „pod umówionym jaworem“; już płynęły po świecie mgły ossjaniczne melancholji, nadchodzące z dalekiej Szkocji; już się załamywał uśmiech ironiczny rozkosznego syna Cyprydy. Na twarzach Charyt i Dryjad bladł rumieniec. Rodziła się tęsknota, uczucie niewysłowione, pełne jasnowidzeń jakiejś nowej origo rerum.
Nowym głosem przemówiła natura; odezwało