Strona:A. Lange - Elfryda.pdf/87

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


szą opiekę, tak, iż miała ona tutaj szerokie przywileje. Śpiąca suka nie protestowała zupełnie, gdy Elfryda wyjęła z pudła dwa szczeniaki i zaczęła się bawić z niemi, jak mała dziewczynka lalkami.
— Ach, jakie śliczne psiątka! — mówiła panienka, poczym jęła się im bacznie przyglądać i dodała. — To suczki.
Mais Jeannette, tu es folle!
— Dla czego? Czym nie poznała się na tym?
— Naprzód o tym się nie mówi, a po wtóre, to nie suczki!
— Nie suczki? Więc jak ty odgadujesz? Elise! dites le moi, ma chèrie!
Ah, mon Dieu! Quelle enfant terrible! Jak, o tym ci mówić teraz nie będę, ale tylko ci to powiem! Bijou jest piesek, a Żola — suczka!
— Ha, ha! — zaśmiała się Joasia. — Patrzcie, a Tereska mówiła, że to dwa pieski, ja znowu, że to dwie suczki, a tymczasem... To ciekawe!...
— Mogłaby też wiedzieć o tym panna Tereska...
— Jakim sposobem! To niełatwa rzecz! Przecież u małych dzieci do roku nie można poznać, czy będzie chłopiec, czy dziewczyna, a dopiero u szczeniaków...
Tak mówiła Elfryda, oburzona, że ludzie drwili z jej ciemnoty, ale to jej wyjaśnienie przyjęto wybuchem śmiechu tak serdecznego, że Elfryda zrozumiała odrazu: Palnęłam jakieś głupstwo.
W jednej chwili stała się czerwona, jak ogień; poczym poleciała wprost do okna i jednym susem, jak sarenka, wyskoczyła przez okno do ogrodu.