Strona:A. Lange - Elfryda.pdf/110

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Niech pan lepiej zostanie — rzekłem. — Może pan będzie tu potrzebny.
— Na nic — rzekł, wychodząc wraz ze mną. — Zresztą mam pilną sprawę, panie kolego, a przedewszystkim muszę się zająć walką przeciw tym kanaljom. Posiekam ich na drobne kawałki. Będę miał z pięć pojedynków, a tu, jak na złość, jestem goły, jak bizun. Pożyczcie mi 30 Er na tydzień czasu. Zwrócę, jak zegarek.
Żądaną kwotę wręczyłem Stasiowi i dodałem te słowa:
— Mój panie, czemu pan siostrze opowiada, że po ślubie można romansować z innemi? Czemu pan zatruwa tę kryształową, czystą duszę?
— Szanowny kolego — odparł Stasiek, zapalając cygaro — to, co mówiłem, jest to nauka dla kobiet mądrych, ale Joasia tego nigdy nie zrozumie! Będzie taka, jak jej matka: będzie wyprawiała różne hece, ale zawsze najbezecniej dochowa wierności mężowi!
Pomyślałem sobie wówczas: obyż ta Joasia była naprawdę nie za mądra! W słowach Staśka czułem tensam cynizm, który i my uprawialiśmy niegdyś, i dla nieczystego sumienia była we mnie trwoga, bo, jak powiada mędrzec: to się mści!

Czyż i na mnie to się zemści?