Strona:A. F. Ossendowski - Mali zwycięzcy.djvu/71

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Dżeń-szeń... Dżen-szeń... Alar... — powtarzał raz po raz.
Chłopak nie rozumiał.
Widząc to, Mongoł z trudem sięgnął do wiszącego na pasie worka i wydobył coś czarnego.
Wyciągnął nieznany przedmiot do chłopaka i szepnął:
— Dżeń-szeń, sajn dżeń-szeń!...
— Sajn?... „Sajn“ oznacza dobry, przypomniał sobie Henryk mongolskie słowo, często słyszane w Chinach, gdy koczownicy przyglądali się z zachwytem domom, wznoszonym przez pana Stanisława Broniewskiego. — Lecz co znaczy „dżeń-szeń“? Jest to słowo chińskie, już z samego brzmienia domyślić się tego można!
Wziął do ręki czarny przedmiot i obejrzał go uważnie. Był to korzonek jakiejś rośliny. Niezawodnie! Pozostały nawet resztki obciętych nożem liści, a na trzonie — grudki ziemi.
Henryk podniósł korzeń do góry i nagle krzyknął zdumiony.
Ujrzał wyraźnie formę naśladującą dokładnie ludzką postać.
Oto główka z zabawnym kłakiem włosów, utworzonych przez drobne, cienkie korzonki; da-