Strona:A. F. Ossendowski - Mali zwycięzcy.djvu/23

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Romek podbiegł do niej i spytał:
— Co się stało?
— Widziałam dużego czarnego węża, tam pomiędzy kamieniami...
— Ugryzł cię? — zawołał zaniepokojony.
— Nie... tylko nastraszył bardzo... — odparła.
— Czegoż się boisz? — uśmiechnął się wznosząc ramiona. — Wąż, nawet jadowity, nie uczyni ci nic złego, jeżeli nie będziesz go niepokoiła i drażniła. Mr. Snow, nasz profesor przyrody, zawsze to mówił w szkole. Nie bój się i nie płacz, bo to niemądrze!
Ujął siostrzyczkę pod ramię i poszli ku namiotowi.
— A gdzie jest Henryk? — spytał, oglądając się.
— Nie wiem — odpowiedziała. — Widziałam go idącego ku tamtym dalekim pagórkom.
Romek stał zadumany.
— Irenko, masz, z pewnością, jakąś szpilkę lub agrafkę? Daj mi ją! — poprosił.
— Co chcesz robić z nią? — spytała.
— Najpierw daj, a później sama zobaczysz — odpowiedział, chytrze patrząc na siostrzyczkę.
Irenka dała mu dużą szpilkę, którą przypinała sobie kokardkę, oznakę klasy.