Strona:A. F. Ossendowski - Mali zwycięzcy.djvu/161

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Dziękuję! — odparła, z wdzięcznością spoglądając na stroskaną twarz starszego brata.
— Urządzę dla ciebie, siostrzyczko, wygodny szałas i miękkie posłanie, abyś nic nie robiła, tylko spała, spała! Zamienię się na kucharza i będę wodę grzał i „pemmikan“ piekł na węglach. Wypoczywaj sobie, wszystko ci przyniosę i zrobię dla ciebie! — obiecywał Romek.
Dziewczynka ucałowała brata i szepnęła:
— Jacy wy dobrzy i rycerscy jesteście. Prawdziwi mężczyźni!
Romek z pomocą Czultuna naciął prętów i narwał suchej trawy. W okamgnieniu zbudowano mały szałas i urządzono wygodne posłanie.
Romek podbiegł do siostry i, kłaniając się figlarnie, zawołał:
— Hotel zamówiony i oczekuje na szanowną panią, panno Ireno!
Dziewczynka śmiała się wesoło.
Czultun, chociaż nie rozumiał przyczyny jej śmiechu, szczerzył zęby, mrużył oczy i mruczał:
— Sajn! Sajn!
Henryk wziął karabin i poszedł na poszukiwanie zwierzyny, bo suszone mięso wszystkim zbrzydło doreszty. Wkrótce gdzieś za pagórkami rozległ się strzał i niebawem ujrzano chłopca, wlokącego po śniegu upolowanego dżerenia.