Strona:A. Conan Doyle-Pies Baskerville’ów.djvu/037

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Dwadzieścia cztery godziny. Doktorze, będę ci szczerze wdzięczny, jeżeli przyjdziesz tu jutro o dziesiątej. Proszę również, abyś pan przyprowadził ze sobą sir Henryka.
— Najchętniej, panie Holmes.
Doktór Mortimer zapisał na mankiecie godzinę spotkania i wyszedł.
Holmes zatrzymał go na schodach.
— Jeszcze jedno pytanie, doktorze. Mówiłeś mi pan, że przed śmiercią sir Karola Baskerville’a kilka osób widziało na moczarach dziwne zjawisko.
— Tak, trzy osoby.
— A czy widziano je i później?
— Nie słyszałem o tem.
— Dziękuję panu. Do widzenia.
Holmes powrócił do swego fotelu, a zadowolenie, malujące się na twarzy mego przyjaciela dowodziło, że myśli o jakiemś miłem zajęciu.
— Czy wychodzisz Watsonie? — zapytał mnie.
— Tak, a może jestem ci potrzebny?
— Nie, kochany przyjacielu; pomoc twoja będzie mi potrzebna dopiero w chwili działania. Wiesz że to wspaniała sprawa i jedyna w swoim rodzaju, pod niektóremi względami. Jak będziesz przechodził koło sklepu Bradley’a, powiedz, żeby mi przysłał funt mego zwykłego tytoniu. A teraz pozostaw mnie samego aż do wieczora. Jak wrócisz, opowiemy sobie nasze wnioski co do tej ciekawej zagadki, którą nam dał do rozwiązania doktór Mortimer.
Holmes lubił rozważać w samotności każdą sprawę. Zbijał wtedy lub popierał swoje własne dowodzenia i przychodził do pewnych wniosków.