Strona:A. Conan Doyle-Pies Baskerville’ów.djvu/023

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


tych planów, powziętych na wielką skalę. Będąc bezdzietnym, pragnął, żeby cała okolica korzystała z jego majątku, a liczni są ci, którzy opłakują przedwczesny zgon jego. Niejednokrotnie na szpaltach niniejszych zdawaliśmy sprawę z jego szczodrych darów na różne cele dobroczynne w hrabstwie.
Śledztwo nie mogło wyjaśnić dokładnie okoliczności, które towarzyszyły śmierci sir Karola Baskerville’a, ale rozproszyło przynajmniej pewne pogłoski zrodzone z zabobonu.
Sir Karol był wdowcem i uchodził za dziwaka pod pewnemi względami. Pomimo znacznej fortuny, żył bardzo skromnie, a domowa jego służba składała się z małżeństwa, nazwiskiem Barrymore, — mąż był lokajem, żona gospodynią.
Zeznania ich, potwierdzone przez kilku przyjaciół, wskazują, że od pewnego czasu sir Karol silnie niedomagał. Trapiło go cierpienie sercowe, objawiające się nagłem blednięciem, napadami duszności i rozstroju nerwowego. Dr. Mortimer, przyjaciel i lekarz nieboszczyka, złożył zeznanie w tym samym duchu.
Fakty w tym razie są bardzo proste. Co wieczór, przed udaniem się na spoczynek, sir Karol przechadzał się po słynnej alei cisowej w Baskerville Hall. Małżonkowie Barrymore stwierdzili w zeznaniach swoich, że taki był zwyczaj ich pana.
Dnia 4-go maja sir Karol oznajmił, iż wyjeżdża nazajutrz do Londynu i polecił Barrymore’owi aby mu zapakował rzeczy. Wieczorem wyszedł na zwykłą przechadzkę, podczas której palił zawsze cygaro.
Z przechadzki tej już nie powrócił.