Strona:Życie tygodnik Rok II (1898) wybór.djvu/50

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


SEN.

Jakiż sen dziwny!... O zachodzie słońca
Szedł wolno Chrystus przez zbożowe łany.
Szedł, zapatrzony w dal siną, bez końca,
I w nieprzebraną ciszę zasłuchany.

Miał łzy w źrenicach. Zaduma na czole,
Bólu i smutku tłoczyło go brzemię.
Szedł... za nim jasność wielka szła przez pole
I wstęgi złote kładły się na ziemię.

Jakiż sen dziwny... W pustce, na rozdrożu,
Gdzie krzyż ramiona wyciągał zczerniałe
I błogosławił złocistemu zbożu
I tym, co łzy mu składali na chwałę.

Ukląkł pokornie, niby chłop w sukmanie
On — Bóg, w królewskich blaskach i purpurze,
A echo niosło jęk po złotym łanie...
Płakał, jak niegdyś na Golgockiej górze.

Kraków.
Włodzimierz Perzyński.