Strona:Życie tygodnik Rok II (1898) wybór.djvu/271

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


VII.

Były trzy siostry...
Ale świeca już dogorywała — boję się, żeby sama nie zgasła... A chciałbym jeszcze opisać jak to raz, w nocy, przed dziesięciu laty... a było to w ową noc, kiedy to wróciłem z pogrzebu Ady.. i kiedy zgubiłem klucz...
Zgubiłem ?... Jakże to było?...
Pamiętam jeszcze wszystko, choć od czasu jak byłem nad jeziorem minęło dziesięć lat...
Musiałem wtedy pójść do Anusi — choć było późno, a przestraszyli się oboje, a ona leżała już w łóżku...
On był... najwięcej.. i tłómaczył mi sennym głosem, że musiałem chyba zgubić wtedy... jak wyskoczyłem z łódki... bo zresztą.. nie wie, a może jest w łódce i trzeba poszukać...
Ale dali mi inny. A za chwilę byłem w domu.
Położyłem się do łóżka.. ale musiałem śnić niespokojnie, bo słyszałem ciągle jak szumi jezioro...
A naraz — zbudziłem się. Księżyc oświecał jasno pokój...
— Magdo!... Na miłość Boską — to ty?...
Klęczała przy mnie; czułem jej ciepło... a oczy blisko siebie jak gwiazdy...
— Ja Ciebie... kocham — szeptała.
— Magdo, Magdo... — Byłem bezprzytomny, tuliłem ją do siebie.
— Kocham — powtarzała drżącym głosem — kocham...
Jakże tu przyszłaś dziecko?
Zaśmiała się cicho.
— Jechałam ciągle za wami...
— Ty?
— Nie słyszałeś? Stanęliście kilka razy...
— Ale — drzwi były zamknięte, i...
— Miałam klucz — powiedziała powoli, patrząc mi dziwnie w oczy...
I nie zapomnę nigdy tego wyrazu, tak jak nie zapomnę jeziora i jak nie zapomnę dotknięcia tej ręki, która mi zabrała na pogrzebie... klucz.
Ale płomyk się wyciąga; świeca syczy i gaśnie...
Były trzy siostry...

Tomasz Czaszka.