Strona:Życie tygodnik Rok II (1898) wybór.djvu/263

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


czoło kiedy się na mnie patrzył, a wiosłował mozolnie, bo łódka była ciężka.
Poznałem go potem bliżej; był poważny w ruchach i mowie, a dobry i cierpliwy jak grzeczne dziecko. Poznałem go wtedy, kiedy jechaliśmy na pogrzeb, daleko aż do miasta.
Miał on żonę, Anusię i małą córeczkę garbatą, która się nazywała tak samo jak matka.
Siadali nieraz wieczorem nad wodą, a rozmowa ich cicha i monotonna mieszała się z pluskiem żab, które skakały z brzegu do jeziora...
— Czy Anusia chłopczyk?
— Nie, tato — dziewczynka.
— A jak ci na imię — dziewczynko?
— Anusia.
— Ładna Anusia — czy brzydka?
— Ładna Anusia.
— Nie, brzydka. Kto jest ładna Anusia?
— Mama jest ładna Anusia.
A czasem łowili ryby. Ładną Anusię widziałem tylko raz, bo zawsze chorowała i siedziała w chacie. Była żółta i mizerna.
...Nie wiem skąd to wszystko przyszło mi naraz do głowy, bo od czasu jak byłem nad jeziorem minęło dziesięć lat...

II.

...»Było nas dwudziestu faunów; chwialiśmy się na nogach i gwiazdy tańcowały nam nad głową, bo wino było słodkie jak nektar... Urządziliśmy sobie polowanie... A najgorzej wyszła na tem mała nimfa, Kalista, która spała w trawie pod dębem. Leżała na plecach, a na jej białej piersi siedziała żaba. Gruby Pyrkeraks rzucił się na ziemię i choć dwóch z nas chwyciło go za ręce, trzech ciągnęło za nogi i... Ale nie o tem chciałem wam mówić... Tylko o tem, jaką uciechę mieliśmy z Chryseidosem, poetą, który się kochał z Melittą, siostrą owej kapłanki z Lesbos«...