Strona:Życie tygodnik Rok II (1898) wybór.djvu/2

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


WIZYA.

Jakaś mi cisza w uszach dzwoni,
Niby huczący w sferach dzwon,
Który z wszechświata bierze ton
I srebrne dźwięki roni...

I zadumany — onej ciszy
Nad sobą czuję słodką moc,
A księżycowa marzeń noc
Nademną czarem dyszy...

Z poduszek głowę wznoszę senną
I srebnych w myśli szukam słów
Do mych mistycznych, jasnych snów
I patrzę w dal promienną...

I przez otwarte okno patrzę,
Jak śród świetlanych płynie smug
Wiosennej nocy młody bóg
Przez niebo coraz bladsze...

Venus mu w berle złotem płonie,
A chiton, co mu spada z bark
Zalewa sennem światłem park...
Sto gwiazd ma w swej koronie...

A za nim w zwiewnych płynie szatach
Cudownie pięknych dziewic rój —
Z ramion im grecki opadł strój
I biusty błyszczą w kwiatach...

Ku orszakowi temu ręce
Wyciągam, pełen cichych dum —
I przelatuje dziewic tłum,
A ja zostaję w męce...

I tylko cisza znów mi dzwoni
W uszach, jak wielki, srebrny dzwon,
Który z wszechświata bierze ton
I łzy — nad ziemią roni...

Zdzisław Dębicki.