Strona:Życie tygodnik Rok II (1898) wybór.djvu/170

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


SONETY
I.
ANHELLI

Cisza, pustką ogromna zaległa obszary —
Skrzą się iskry brylantów na śnieżnej pościeli,
Gdzie, wołając: — »O, mewy!« — Przechodził Anhelli,
Gdzie budziły go ze snu chmur krwawe pożary.

Codzień wichrów złowrogich przelatują gwary,
Codzień pustynia większą białością się bieli —
Ze smutkiem duch tęsknoty swoje berło dzieli,
Zamierają sny wszystkie, giną wszystkie mary!

Pokój wam — pokój, coście przez to śmierci pole,
Na czołach pochylonych niosąc aureole,
Ku gwieździe biegunowej szli przez pustkę śnieżną. —

Przygasł chmur pożar — wichry ślady wasze zwiały,
Tylko posąg Eloi nieśmiertelny, biały
Z krainy lodów patrzy tęsknotą bezbrzeżną. —