Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/217

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


kutywy, a zanim dojdzie do końca wojny, wobec zwycięstwa wina będzie panu zapomniana, a w razie klęski tembardziej... Otóż to jest złudzenie. Każdej chwili karząca ręka Francji może dosięgnąć i zgnieść za nieposłuszeństwo lub zdradę naszego agenta czy oficera. Mamy na to sporo środków i sposobów, niechże kochany kapitan pamięta o tem. Do widzenia za dziesięć dni, przyjadę tak jak dzisiaj, porannym pociągiem.

Abbegglen dawno już poszedł, minęła godzina obiadowa w willi „Zyglinda“, a Claude wciąż siedział za stołem, zapatrzony w małą pękatą paczuszkę, zawiniętą w żółty papier. Nie myślał o niej, a patrząc nawet jej jakby nie dostrzegał, pogrążony w ciężkiej zadumie, ale od czasu do czasu ten maleńki przedmiot nastręczał mu się i wydzierał go z półsennego trwania. Napomykał o czemś, drażnił. Wówczas Claude wracał do rzeczywistości i pogrążał się w zdumieniu nad tem, co się jednak stało. Mogło i to być jednem więcej przywidzeniem, gdyby nie to, że na stole leżał dowód rzeczowy i podpowiadał o tem sennej pamięci. Żółta paczuszka była coprawda jedynym śladem, który pozostał po wiadomem wydarzeniu, ale w niej zawierała się cała jego poczwarna treść.
Co chwila ukazywał się za stołem i znikał złowrogi gość, jego pan i władca, pełnomocnik dalekiej ojczyzny. Claude nie zaprzątał sobie głowy koszmarną zjawą, ani jej rozkazami i pogróżkami, jak-