Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/41

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wypiła ją nienasycona ziemia Francji — i nic ponadto.
Więc ta błogosławiona ulga, niezmierna, szalejąca radość całego narodu...
Generał Ludendorff wyrwał się z tępego zapatrzenia w pustkę, westchnął ciężko jak człowiek zmordowany, gdy go zmuszają nanowo podjąć przeklęty trud, i zaczął głosem bezdźwięcznym, jakby znudzonym. Zanim przemówił, rozpostarł przed sobą dłoń i spojrzał znacząco na profesora, jakby tem chciał mu objawić coś szczególnego.
— Panie tajny radco, proszę mnie wysłuchać uważnie. Na palcach jednej ręki można zliczyć tych, którzy znają całą nagą prawdę położenia. To co powiem jest ciężkie i trzeba to umieć dźwignąć. Rozważyłem, że muszę to panu oznajmić, ażeby przeciąć odrazu pańskie wahania, gdyby nie to, nigdyby pan profesor nie usłyszał ode mnie nic podobnego. Armji niemieckiej potrzeba genjusza starego Wagera — oto wszystko. Będę mówił krótko, bez wdawania się w analizę naszych działań na froncie, pomijam dużo ważnych szczegółów, nie mam zamiaru tłomaczyć się, usprawiedliwiać ani szukać winnych. Otóż obie moje wiosenne ofensywy uwieńczone zostały imponującem zwycięstwem, to prawda, ale ani pierwsza, ani, niestety, a tem gorzej i druga, nie mówiąc o ostatniej ofensywie w Szampanji, bynajmniej nie osiągnęły zamierzonego celu, nie dały mi walnej strategicznej przewagi. Wyczerpały one do ostateczności resztę naszych sił, a niema ich czem uzupełnić.