Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/382

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


szy — i jeden za drugim zaczęły walić wybuchy. Nad lasem wyrosły słupy burego dymu.
Claude czekał na swój czołg, ale ten zmilkł, nie dawał znaku życia, zato w pobliżu od strony trzeciej linji usłyszał głosy ludzkie...
To nie mogli być Francuzi... Nie mogli być Anglicy... Przenigdy! Żadną miarą! Piechota nie może iść przed czołgami ani między niemi — absurd! Absurd!...
Ale serce zamierało w oczekiwaniu. Targało nim przeczucie radości, to go obezwładniało, utracił prosty sąd o rzeczach. Poniosły go radosne urojenia, i hipotezy i zgadywania...
Ludzie z uszkodzonego czołgu powyłazili z komór i schronili się w okopie... Kiedy nie mają lepszego schronu jak właśnie czołg!... To wywiadowcy lub oficerowie, prowadzący atak... Nonsens! Jeżeli nawet byli tacy, już im dogodziła artylerja... To piechota zachodzi od przerwanego skrzydła... Czyż można wiedzieć, co się dzieje za wzgórzem?
Głosy umilkły, zato usłyszał, że ktoś biegnie rowem tuż na prawo. Jedno jedyne nie przyszło mu do głowy, choć w istocie, w jakiejś równorzędnej, innej świadomości wiedział o tem od początku, gdy tylko posłyszał głosy. Niemcy uciekli, tak, ale przecie nie rozwiali się wszyscy w nicość, zaczarowani przez samo pojawienie się czołgów...
— Oho — jest jeden! Servus, bracie! Żelazny Krzyż za uratowanie honoru dywizji — co tu robisz?