Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/360

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


...Paryż... Ulica Denfert Rochereau, wchodzi do domu, z jego mieszkania wynoszą rzeczy, tłomoki, puste szafy rozwarte naoścież, drogocenne książki całemi naręczami wyrzucają przez okna, to go oburza, chce krzyknąć ale nie może dobyć głosu...
Oprzytomniał, ostrożnie podnosi głowę — tamtych już niema. Wstaje, rusza — w ciągu paru sekund snu las dziwnie się przybliżył... Są, są! Dezerter z prawej strony zbliża się do niego, już jest o parę kroków, ten z lewej — tak samo. Zeszli się tuż, o dwa — kroki przed nim, nie zwracają nań żadnej uwagi, jakby go nie było, idą razem, rozmawiają półgłosem. Jeden to chyba... Niemożliwe! Niemożliwe! A drugi...
Mgła ściele się po ziemi, wznosi się — tamci mają jej po kolana... Po pas... Po ramiona... Znikają.
Claude stoi w osłupieniu, sam jeden w gęstej mgle, trzęsie nim okropny poczwarny strach, z mgły dochodzą jeszcze stłumione, coraz cichsze głosy tamtych.
Maca po sobie, przesuwa dłonią po twarzy.
Rozpacz. Obłęd...
— A gdzież jestem ja?! Co się stało ze mną?!
...On — kapitan Claude Déspaix w błękitno szarym uniformie francuskim i drugi on — Niemiec z Ameryki, ochotnik Ossian Helm poszli razem ku linjom francuskim, pogadując ze sobą po drodze. Cóż jest, jak nazwać to, co zostało po nich na tem