Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/334

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wu skurcz chwyta za szczęki, zaszumi w głowie. Eva ratuje się, pyta głosem pewnym.
— Panie majorze, gdzie to będzie? Chyba teraz już można...
— Owszem, można, zaraz będziemy na miejscu. Jedziemy na fort Mont Valérien.
— Mont Valérien... To gdzieś wysoko, na wzgórzu?
— Sto sześćdziesiąt dwa metry.
— Nad Paryżem?
— Nad Paryżem niecałe sto.
Wiedziała, że jedyny jej ratunek w tem, żeby mówić, mówić bez przerwy, rozmawiać z byle kim, z majorem, z doktorem, z żandarmami, siedzącymi na przedzie, gadać o byle czem, o niczem, pytać, pytać o wszystko, inaczej... Załamie się w niej resztka uporu i wstydu, by dociągnąć do końca i w ostatniej chwili nie ulec... Nie czuła strachu, była spokojna i rozumiała, co się z nią dzieje i co ją czeka, ale siły ją opuszczały, jeżeli osłabnie, jeżeli popadnie w omdlenie, będą ją wynosić z samochodu, będą ją cucić i potem powloką nawpół żywą. Eva Evard nie wystawi się na urągowisko swoim sędziom i katom oraz tej hołocie, co przybiegła na widowisko i już tam na nią czeka...
Tam będą żołnierze, żołnierze wielkiej wojny, zbratani ze śmiercią, którzy wyszli z boju i do boju wrócą i może wszyscy co do jednego zginą... Eva Evard musi im śmiało patrzeć w oczy i będzie, będzie patrzeć śmiało, gdy ją wezmą na cel... Jest go-