Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/330

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


i nieszczęście spada jak grom z jasnego nieba... Potworna krzywda wota o pomstę do Boga, ale milczą, odwracają się od niej przyjaciele, wielbiciele, wszyscy — zostaje sam na sam ze swojem nieszczęściem i czeka, czeka w niemej zgrozie, we łzach i rozpaczy na pewną godzinę, godzinę straszliwą...
Eva dygoce z przerażenia, płacze, tuli się do matki, przysięga najświętszemi słowy.
— Pamiętaj, Evo, pamiętaj, córko jedyna, sieroto... Pamiętaj, dotrzymaj przysięgi, umarli wiedzą, co będzie...
Warczą, szczękają, brzęczą, jęczą, zawodzą i wściekają się piły tartaków. Potrzaskują, pohukują na mrozie tramy jodłowe, pękające po składowiskach. Dusze pokutujące cicho płaczą po kątach i straszą, larwy czołgają się w ciemnościach i straszą. Czai się jakaś okropna godzina — gdzież jesteś, matko, matko...
Ktoś stuka mocno, gniewnie — czy ojciec wraca nadspodziewanie z roboty na Cypress Hills? A światło pali się znowu!... To stary François bije pięścią w okno i klnie...
Jeszcze przed sekundą jego futrzana czapa rysowała się wyraźnie przez oblodowaciałe szyby... Piły umilkły, tartaki stanęły — cisza... — Zaraz, zaraz zgaszę, dobry panie François...
Już poszedł. Poszedł i zabrał ze sobą okno, zabrał wszystko... Niema okna... Nic niema... Wysoko pod stropem przygasa, czerwienieje i rozświetla