Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/321

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Owszem, pamiętam. Dałem na składkę dziesięć franków.
— Co się też dzieje teraz z taką szablą, panie generale?
— Zapewne kupił ją za grube pieniądze jaki Amerykanin...
— A może spoczywa w tajnem muzeum Action Française... Do tych jeszcze lepszych czasów, gdy zostanie uroczyście z orkiestrą i sztandarami zawieszoną na ołtarzu w kościele Inwalidów?...
— Panie prezydencie, proszę się spytać którego z tych panów — ja ich nie znam...
Obaj roześmieli się jednocześnie, pokiwali głowami, popatrzyli na siebie, jak stare kute wygi. Prcmjer zaczął jakąś anegdotę z epoki Afery, generał słuchał z upodobaniem, czekając z gotowym do wybuchu śmiechem na efekt końcowy. Odruchowo umaczał pióro w kałamarzu, osadzonym w szczątku niemieckiego szrapnela z pod Verdun. Naśmiawszy się, zmarszczył nagle brwi, skrzywił się, ale pewną ręką położył podpis. Nakrył podpis bibułą i walnął w nią pięścią, zamknął szarą teczkę i odłożył ją nabok.
Załatwione.
— Opowiem panu anegdotę o pańskim szanownym przeciwniku, tfu — o pańskim poprzedniku, panie premjerze.
— Kłóciłem się i z nim, ale to porządny człowiek i dobry profesor matematyki. Jak on wszedł