Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/278

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


okna, jest naga, smukła, nikła jak trzynastoletni chłopiec.
— Will! Prędzej!! Aeroplan!
Z wyżyny dwóch tysięcy metrów wyraźnie widzi ją w oknie, w ciągu czterech lat nic się w niej nie zmieniło. Porwał go gniew, szał... — Kto śmiał zająć jego pracownię? Kto mu zabrał kosooką Nini?! Kto mu odebrał ukochanie jego duszy — Paryż?
I ocknął się. Mocno chwycił za stery, nacisnął pedały, motor zawył i aparat frunął stromo ku górze, Paryż zaćmił się niebieskawą mgłą. Co chwila przed nim, za nim, na prawo, na lewo, pod nim, nad nim wytryskały białe, okrągłe, kuliste obłoczki szrapnelów. Czerwony krąg słońca wyjrzał ku memu zza horyzontu, ale Paryż tonął jeszcze w cieniu. Łzy zaszkliły się w oczach i przeszkadzały patrzeć, łzy rozpaczy za młodością i szczęściem, za tem co minęło i sczezło, zabite przez wojnę. Nie zważając na ogień bateryj przeciwlotniczych, obniżył się i jeszcze raz okrążył miasto. Szczęśliwie dotarł do linji niemieckich a bomby powyrzucał gdzieś po drodze — on miałby bombardować swój Paryż?
Pięciokrotnie przeżywał ekstazę lotów nad Paryżem, widział go o świcie, o zachodzie słońca, oglądał go spowitego w mgłę, oglądał go w całej wspaniałości w przezroczu pogody i w fantastycznych wycinkach, połaciach i smugach poprzez przerwy między chmurkami. Napawał się rozkoszą, promieniał szczęściem, krążył i krążył nad miastem,