Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/215

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Arbey, wierna i pewna, bo ta drwi sobie ze wszystkiego, taby ją przyjęła i ukryła, gdyby nawet wierzyła, że ratuje agentkę niemiecką. Ale Yvonne jest osóbką lekką i strasznie gadatliwą, zwłaszcza gdy się upije, co jej się zdarza czasami — czasami, czyli codzień, ta zresztą z samego snobizmu i ze zwyczajnej babskiej próżności szeptałaby każdemu pod największym sekretem...
A musi, pod grozą śmierci musi znaleźć natychmiast jakiś kąt bodaj na jedną dobę, choćby na kilka godzin, żeby odpocząć i opamiętać się, zebrać myśli i postanowić co począć dalej. Była zmordowana tym czwartym zkolei dniem sądu, była zdruzgotana wyrokiem, a teraz bezprzykładna, fantastyczna łaska wybawienia wyczerpała ostatnią resztkę jej sił. Chwiała się na nogach, w głowie miała pustkę a w pustce kołował wir niepotrzebnych myśli, wspomnień, odmęt bałamutnych obrazów bez żadnego sensu.
Szła i szła, zbaczała w coraz to inne ulice, nie zważając kędy idzie. Gdzieniegdzie spotykała ludzi samotnych, już śpieszących do swojej wczesnej pracy, zaturkotał wóz piekarski, roznosicielka mleka stukała po bruku sabotami, dzwoniła pękami butelek. Biegały za żerem szczury między kubłami i blaszanemi skrzyniami, które wystawiono już przed każdą bramą. Tu i owdzie obdarty nędzarz z workiem na plecach już grzebie w śmieciach... Rozjaśniało się, deszcz ustał.
Eva wsparła się o mur i odpoczywała, dysząc