Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/174

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


cofywał się z labiryntu sal i salek i, starając się nic patrzeć ani na prawo, ani na lewo, ucieka! od jakiegoś nieopisanie dręczącego wrażenia. W sali flamandzkiej zaczepił go natarczywem gadaniem monumentalny starzec, jego szpicel, pan Distel, który tego dnia znów wypełzł na świat i już deptał mu po piętach. Przez chwilę patrzał nań błędnym wzrokiem i porzucił go bez słowa.
W sali francuskiej skręcił w rozpędzie i, poślizgnąwszy się na posadzce, przyczaił się przed wielkim obrazem Poussina, gdzie w tłoku i w nieznośnym zamęcie plam odprawiała się orgja przed złotym cielcem — zrozumiał przed czem stąd uciekał, ostrzegło go podświadome przeczucie, ale czy udało mu się ukryć? Usłyszał tuż za sobą stłumiony śmiech, szelest sukni, owiało go tchnienie mocnych perfum. Co robić? Nie dalej jak wczoraj ostrzegał go von Senden, że jego była małżonka oddawna jest tajną agentką niemiecką. Co robić?!
— Panie Helm, czyż pana naprawdę tak pochłania stary bohomaz? Są tu lepsze rzeczy — dzień dobry panu!
Tym razem zaczęła jednak po niemiecku. Claude nie odpowiadał, niedołężnie zbierał myśli, żeby nareszcie wiedzieć jak sobie z nią poczynać. Ogarniało go ciężkie lenistwo, niczem sen. Dał spokój wysiłkom — niech będzie co chce...
— Wracam prosto z Paryża, niechże pan przynajmniej rzuci okiem na mój kostjum od Paquina.