Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/125

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mawiał przeszło godzinę na okrągłej ławeczce pod lipą w Schniekenloch i niemal się z nim zaprzyjaźnił. Kobiece wcielenia niebezpieczeństwa zaczepiały go czasami, a niezawsze umiał się od nich opędzić, poznał bliżej już trzy, brunetkę, rudą i niemal białą blondynkę, wszystkie jakby się zmówiły, natrętnie pytały go o Paryż i zdradzały się z sympatją dla Francuzów. Ich oczy czarne, piwne, niebieskie poglądały nań z niedwuznac/nem upodobaniem. Wreszcie wszystkie trzy pokolei zapewniały go, że zrobiłyby to po raz pierwszy w życiu, ale chętnie odwiedziłyby go w jego mieszkaniu... Apatja Claude’a była bezgraniczna, przypuszczał on z filozoficzną pogodą, że lada dzień któraś z trzech panienek, prawdopodobnie najbezczelniejsza,, białowłosa Frida, która mu się właśnie najmniej podobała, znajdzie się w jego pokoju na Gontardstrasse, ale jakoś jeszcze do tego nie doszło...
Widać poczciwiec Abbegglen „rozkleił się“ w śledztwie, ratując życie lub skłoniony do tego prętami gumowemi, może wsypała go Greta, która z pewnością również siedzi. Co za dziwolągi wyprawia z ludźmi wojna! Pani Greta von Senden stoi przed niemieckim sądem polowym jako agentka francuska, a małżonek von Senden, likwidując jej rewelacje, osacza go obławą cieniów, które wszystkie są emanacją jego osoby...
Claude nie miał żadnej wątpliwości, że było tak właśnie. Von Senden we własnej postaci znikł mu z oczu, ale działał bardzo energicznie, nawet