Starościna Bełzka/XXI

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Starościna Bełzka
Data wydania 1879
Drukarz Józef Unger
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
XXI.

Tak mówi dekret, cokolwiek inaczéj opisują pamiętniki nasze, których wersyę przytoczymy.
Oprawcy na rękach ze dworu wyniosłszy panią Potocką do stojących w pobliżu, przygotowanych sani, mających ją odwieźć do Lwowa, co najśpieszniéj pociągnęli. Wzruszenie, przestrach śmiertelny, stan jéj, gdyż była przy nadziei, przygotowały śmierć, która na sumieniu Szczęsnego do zgonu jego ciężyć miała, a w historyi pozostanie świadectwem nieszczęsnéj samowolności, do jakiéj duma i przewaga doprowadzić może.
Sanie pełne były, zapewne wcześnie przygotowanych pierzyn i poduszek... Wpakowano w nie wołającą o ratunek Potocką; Wilczek i Dambrowski siedli obok i szamoczącą się a krzyczącą, przyrzucili poduszkami, które dla zatamowania jéj głosu, tak przemyślnie za wczasu przysposobione mieli. Sanie ruszyły pędem, gdy tuż pod Nowosiołkami, od których tylko półtoréj mili do Lwowa, w lasku spotkali ogromny szereg tur z pszenicą wlokących się do miasta. Było ich jak opowiadali póżniéj, ze trzysta. Noc ciemna śniegiem tylko przyświecała, droga wyjeżdżona ciasna, wyminąć było niepodobna, musieli się zatrzymać i czekać, pókiby im fury te przeciągnąwszy, wolnego do przejazdu nie zostawiły miejsca. Sami zaś, — pisze Chrząszczewski, z relacyi Mładanowiczowéj czerpiący powieść swoją, — aby krzyków i jęków gwałtownie uwożonéj Potockiéj nie dosłyszeli chłopi, coraz większém naciskaniem betów, tak jéj oddech stłumili, że gdy nareszcie spotkane podwody już opodal odjechały, znaleziono ją, czy z przyduszenia, czy z przestrachu umarłą...
Wodzowie téj ohydnéj wyprawy, przerażeni swoją zbrodnią, nie wiedzieli co z nią począć i z sobą. Bóg tą śmiercią i występkiem dumę Potockiego karał tak straszliwie... Z posłusznych panu służalców, Wilczek i Dambrowski stawali się katami i zbójcami; a wojewoda kijowski poduszczycielem zabójstwa... Martwe ciało nieszczęśliwéj pozostało świadectwem dokonanego gwałtu... Co z niém począć? gdzie je skryć było? Naradziwszy się powieźli je daléj i postanowili w najbliższym stawie utopić, aby zatrzeć ślad swojego występku...
Tu dalsze opisy współczesnych różnią się od siebie znacznie. Chrząszczewski naprzód, który całą tę przygodę porwania córki Komorowskich słyszał czynną z rękopismu przez majorową Krebsową, tak się tłómaczy:
„Całą tę przygodę opisała majorowa Krebsowa i mnie ją czytała. Po jéj śmierci rękopism ten od jéj familii pozwolony do przeczytania doktorowi medecyny Abramlonowi, w ręku jego zginął. Zapewnić jednak mogę, iż w mojém opowiadaniu nie opuściłem żadnego z ważnych szczegółów, które ten rękopism obejmował...“
I tak ciągnie daléj swą powieść:
„Nic im więcéj do czynienia nie zostawało tylko zatrzeć ślad do odszukania martwych zwłok, i tu w przerąbaną płonkę, na zmarzłym w pobliżu stawie zatopili.“
Podanie miejscowe przez wydawcę Maryi zachowane, twierdzi, że się to wykonało na odnodze Bugu, blizko Jastrzębicy; w Dekrecie stoi Rekliniec. Nasz pisarz opowiada daléj, że niedaleko od miejsca, gdzie się to stało, i zwłoki Potockiéj zatopiono, był folwark należący do klucza krystynopolskiego. Na wiosnę Kossowski, ekonom tego folwarku, obchodząc bardzo rano obory i gumna, postrzegł między krą złamanych już lodów pływające ciało. Po zielonéj jedwabnéj spódniczce poznał, że było kobiece i domyślił się, że musiało być trupem utopionéj Potockiej. Za pomocą więc gumiennego wyciągnął na brzeg i uprzedzając przybycie ludzi pańszczyźnianych samowtór z gumiennym wykopał grób, w nim tajemnie zagrzebłszy zwłoki nieszczęśliwéj gwałtu ofiary, Otrzymał on dożywotnią gracyę. Dom Potockich opiekował się dziećmi jego, z których najstarszy syn ożeniony z R... Kolub... rządził potém dobrami Zofii Potockiéj i jéj małoletnich dzieci, a młodszy spełniał obowiązek kassyera w kluczu frościańskim.
Anonim wcale to odkrycie zwłok opisuje inaczéj, ale nie zdaje się być dobrze uwiadomionym i na dowód tylko ile się podań na tym grobie Gertrudy Komorowskiéj utworzyło, ile z niego urosło powieści, powtórzymy i jego relacyę.
„Widząc trupa w ręku swoich, dla zachowania sekretu, postanowili go w Bugu utopić, a przyjechawszy do Sielca puścili go pod lód. Gdy wiośniana pora stopiła lody bugowe, woda ciało Potockiéj blizko granicy dóbr hrabi Komorowskiego na młyn wyrzuciła. Młynarz dostrzegł na palcu trupa błyszczący pierścień, zdjął go, a ciało w pobliżu pochował. Sam zaś poszedł do miasteczka Witkowa, aby tam ten pierścień sprzedać. Natrafił mielnik na Żyda faktora hrabi Komorowskiego, pokazał mu wspomniony pierścień, który poznawszy od razu, iż to był pierścień brylantowy kosztowny, dany od Szczęsnego żonie swéj, młynarza przyprowadził do Suszna... Hrabia Komorowski wynagrodził młynarzowi, ciało córki odkopać kazał, i posłał do prezenty, aby zrobić visum repertum.
Wszystko to jest wierutną bajką, gdyż najpewniejsze mamy dowody we własnoręcznych listach Komorowskiego, że śmierć córki długo dla niego i całego świata pozostała tajemnicą, około ciała żadnéj sądowéj wizyi nie czyniono, i śladu jéj nie ma w całym procesie.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.