Starościna Bełzka/LVIII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Starościna Bełzka
Data wydania 1879
Drukarz Józef Unger
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
LVIII.

Inne listy współczesne uspakajały Mniszcha, który na sprawę pilne miał oko, że się nic Potockiemu stać nie może, coby mu na przyszłość szkodzić mogło.
Pod tąż datą d. 20 maja, pisał Cetner:
„Na sejmie ani w delegacyach o interesie Komorowskich nie będzie żadnéj wzmianki, jest tu na to pilność, a w sprawie rozwodowéj dzisiaj dopiero pozwy od starosty bełzkiego przeciwko Komorowskim do sądu biskupiego są wydane. Sprawa jednak nie prędzéj niż za sześć niedziel przypadnie.” — „O wiolencye zaś, dodaje tenże (późniéj d. 26 maja), i najazdy, dawniéj rozsiane i teraz rozsiewane, imp. Komorowski ani we Lwowie, ani tu żadnego nie czynił kroku, podobno wszystko to co zmyślano, nie jest do prawdy przynajmniéj podobne. Na delegacyi i sejmie żadnéj o tém nie będzie wzmianki, — powtarza, — jest o to staranie.“
Jakoż pilnowano się dobrze, a Komorowscy nie śpieszyli chcąc wyczerpać środki łagodne, stronnictwo zaś królewskie, które wszelkiemi sposoby Potockich ku sobie pociągnąć usiłowało, a teraz Szczęsnego postrachem i miłością przygarniało, dało mu do zrozumienia, że się powinien, choćby dla utrzymania przy majętnościach i ocalenia ojca, cokolwiek mu akkomodować.
W czerwcu tegoż roku (1773) rozpatrzono się nie wiem z czyjéj naprawy, że Umańszczyzna nie była dziedziczną Potockich, ale niby królewszczyzną, i zaraz podzielono ją między faworytów:
„Na dobra dziedziczne jw. starosty bełzkiego w województwie bracławskiém i kijowskiém będące, pisze Cetner, król podawał przywileje jw. Stępkowskiemu kasztelanowi kijowskiemu, Moszyńskiemu stolikowi koronnemu i Wieczfińskiemu podsędkowi kijowskiemu; ale ten przywiléj, dodaje korrespondent, w sądzie przyzwoitym będzie skassowan, nawet z komissyi skarbowéj listy podawcze nie będą wydane.“
Wszystkich to niezmiernie obeszło, nastraszyło, ale utrzymać się nie mogło, były to tylko strachy na lachy, i w czerwcu kilkakrotnie znajdujemy w korrespondencyach wzmianki (24...): „Interesa starosty bełzkiego pomyślnie tu idą.“
On sam około 26 czerwca (ks. Lubomirska pisze) miał się znajdować w Warszawie, dla lepszego ich pilnowania, chociaż już miał nieoszacowanego Wyczółkowskiego.
Pomimo zabiegów rodziny, pogłoski o zamordowaniu Komorowskiéj trwały ciągle, i dnia 26 czerwca księżna Lubomirska pisała do Mniszcha:
„Gadają tu o szkaradnym dekrecie o Komorowską, że inkwizycya wyprowadzona, że w istocie utopiona. Bełzki pojechał do Warszawy; z Wiednia mi piszą, że tam o niczém nie gadają tylko o téj fatalności, żebym doniosła księżnie wojewodzinie krakowskiéj, jak ma bronić, a ja wcale nie jestemwiadoma. Z początku powiadali, że to się stało bez wiadomości nieboszczyka wojewody.“
W ten sposób chciała się podobno czegoś dowiedzieć ks. Lubomirska, ale nie wiem czy Mniszech jéj powierzył, jak bronić miała, i co mówić.
Tymczasem on i Sołtyk, Michała Mniszcha prowadzili do jednéj z córek wojewody kijowskiego zdaje się, że najprzód do Ludwiki drugiéj z rzędu, z którą się późniéj ożenił pisarz Rzewuski, ale kasztelanowa kamieńska stawała na zawadzie, nie wiem dla czego. Z jego strony byli ks. biskup, marszałek w. koronny i starosta bełzki, który przeciwko temu nie był; zdawało się, że to pójść musi dobrze, i już po cichu w Rzymie o dyspensę się starano. Tymczasem nie szło. Sołtyk pisze bez ceremonii do Mniszcha:
„Zważ co ta baba (kasztelanowa Kossakowska) narobiła! chciała przeszkodzić kochanemu Michasiowi... ale się oszuka; jak ks. kantor pisze, i stanie się to, kiedy już sam Papież obiecał.“
Wszakże pomimo silne plecy, kasztelanowa innym sposobem na swojém postawiła i maryaż się rozchwiał. Nie wiem, czy nie od tego marszałek koronny trochę na bok zachorzał. Sołtykowi to nie przeszkadzało do dalszych w teatrze reprezentacyj, i brano się na seryo do Buffa.
W lipcu, gdy co prędzéj około zagrożonéj Umańszczyzny radzić było potrzeba, znowu się udał do Warszawy starosta bełzki, i nikomu nie dowierzając, lepiéj obmyślił na przyszłość, poczynając bywać w większym święcie, nie unikając, a przynajmniéj nie usuwając się od dworu wyraźnie. Skutki też tego postępowania zaraz się uczuć dały. Przywileje dane na Umańszczyznę cofnięto, a że parę razy był u Zamojskich, swatano go już z ordynatówną, i gdzie się tylko częściéj pokazywał, upatrywano projektu ożenienia.
W sprawie z Komorowskimi zdawało się lepiéj. „Biskupi, pisze ks. Lubomirska, mają wydać do wszystkich dyecezyj procesa, aby w przeciągu niedziel szesnastu, jeżeli kto wie o impannie Komorowskiéj, znać dawał, a jeśli nie będzie odezwy, mają staroście pozwolić żenić się.“
Tak sobie obiecywano i marzono, ale do tak gładkiego wymówienia się od Komorowskich daleko jeszcze było. Ku końcowi lipca starosta bełzki siedział w Warszawie, starając się zbliżyć do kanclerza Młodziejowskiego, który tą sprawą zawsze potajemnie kierował.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.