Spacerek

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Julian Ejsmond
Tytuł Spacerek
Pochodzenie Patrząc na moich synków
Data wydania 1931
Wydawnictwo nakładem Janiny Ejsmond
Drukarz Piotr Pyz i S-ka
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron

SPACEREK.


Babcia ubiera Dzidzia w białe futerko i czapkę.
Miś jest grzeczny więc Dzidziuś bierze go ładnie pod łapkę.
Razem w wózku jadą w Aleje.
Miś chichocze, Dzidzia się śmieje.
Cieszy się chłopczyk różany, że wszystko jest takie milunie.
że każdy konik na dworze ma oczy i cztery „niunie...“

Przelatują ulicą czerwone huczące tramwaje.
Wózek Dzidzia przed sklepem z pomarańczami przystaje.
Babcia owoc dla Dzidzia bierze.
Jedzie, dzwoni pan na rowerze.

Koło wózeczka Dzidziusia biegają dzieci i pieski.
Mienią się pęki balonów: czerwony, fjołkowy, niebieski...
Tatuś zostawił pieniądze w domu —
Dzidzia ma w oczach łezki.

W parku witają chłopczyka malutkie milutkie ptaszki.
„Chodź chodź dzidzi... i daj nam jak zawsze bułeczki i kaszki“.
Dzidzi każdemu bułeczki daje.
Dla Misia kąsek też zostaje.

Różany rozgrzany bobuś dziwi się i nie rozumie
dlaczego żaden z ptaszków dziękować za papu nie umie?

Dawał im nóżkę do całowania,
lecz ptaszki do krzaczków zwołała ich niania...
Czas już wracać do domu: dziecina zaczyna być śpiąca.
Wózek wyjeżdża z parku w Aleje złociste od słońca.
Na drzewach ćwierkają szare sikorki:
„Jakie ten Dzidziuś ma śliczne kolorki...“




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Julian Ejsmond.