Rok 3000-ny/Rozdział XII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Paolo Mantegazza
Tytuł Rok 3000-ny
Podtytuł Powieść
Wydawca Bibljoteka Powieści i Romansów
Data wydania 1930
Druk Sz. Sikora
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Melania Łaganowska
Tytuł orygin. L'anno 3000
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


ROZDZIAŁ XII.

Marja od kilku dni była w bardzo złym humorze; wszystkie cuda Antropolisu, które widziała po raz pierwszy rozrywały ją wprawdzie na kilka godzin, ale później popadała znów w smutek.
Właściwie nie był to smutek, gdyż do tego nie było przyczyny. Kochała Pawła z całego serca i spełniło się najgorętsze pragnienie jej życia: zwiedzenie planetarnej stolicy świata.
Nie; smutną nie była, raczej zagniewaną. Paweł, zauważywszy to, pytał kilkakrotnie o przyczynę, czy nie czuje się zmęczoną lub słabą; odpowiadała jednak tonem, który przecinał wszelkie dalsze pytania, że nic jej nie jest i że czuje się zdrową.
Pewnego dnia jednak Paweł nalegał z taką tkliwością, że nie mogła się dłużej oprzeć.
— A więc wyznam ci powód mojego niezadowolenia. Mówiłeś mi zawsze, że prawdziwa miłość polega na nieukrywaniu przed sobą żadnych tajemnic. Jakże często mówiłeś mi, że kłamstwo między dwojgiem kochanków rozluźnia węzły i miłość podaje w niebezpieczeństwo. Wszak wiesz, że od chwili, w której powiedziałam ci, że „jestem twoją“, powierzam ci każdą radość i ból każdy; i ty, Pawle mój, otworzyłeś mi całą swoją duszę, ale wyznałeś jednak, że masz pewną tajemnicę, którą mi dopiero w Antropolisie odkryjesz. Tajemnica ta nie niepokoiła mnie nigdy, gdyż uważałam ją za maleńki podstęp z twojej strony, abym jeszcze czegoś pragnęła, skoro żyjąc z tobą, pragnienia moje wszystkie już były zadowolone. Ale teraz oto jesteśmy już dwa miesiące w Antropolisie, a ja nie dowiedziałam się niczego.
Paweł roześmiał się i ucałował jej ręce.
— Istotnie, jedyną tajemnicę, jaką przed tobą miałem, postanowiłem odkryć ci tutaj w Antropolisie, ale nie powiedziałem ci którego dnia. Teraz oto dzień ten nadszedł, oznajmiam ci to uroczyście. Jutro przy rozdaniu nagród dowiesz się o wszyskiem.
— Gdzie i kiedy?
— Podczas rozdania nagród w sali akademji.
Marja rzuciła się Pawłowi na szyję i uścisnęła go z wielką radością, zły humor znikł jej, jak mgła przed rannem słońcem.
Akademja Antropolisu jest najwyższym naukowym instytutem całego świata; liczy 100 członków z najodleglejszych jego okolic, stanowi formalny senat nauki i obejmuje wszystkie gałęzie nauki literatury i sztuki.
Członkowie zbierają się raz do roku w Antropolisie 31 Grudnia, gdzie sekretarze rozmaitych okręgów składają doroczne sprawozdanie z historji, literatury i sztuki.
Co lat dziesięć schodzą się wszyscy członkowie dla udzielenia Nagrody Świata temu, który zrobił największe odkrycie w przeciągu ostatniego lat dziesiątka.
Nagroda wynosi miljon lirów, a kto ją otrzyma, ma prawo zasiadania w najwyższej radzie rządu; otrzymuje tytuł „Sophos“, który jest największem odznaczeniem w świecie i równa się tytułowi „Pankraty.“
W roku 3000-ym upłynęło właśnie lat dziesięć od rozdania ostatnich nagród, a ubiega się o nie 150 uczonych.
Dzień ten jest wielkiem świętem dla całej stolicy; miasto zarzucone jest wielkiemi flagami, na placach publicznych gra muzyka.
Przy wejściu do ogromnej sali, gdzie się wszyscy zgromadzali, Marja przekonała się ze zdziwieniem, że Paweł wskazał jej miejsce śród „Pankraty“ i jego ministrów, na dwóch złotych krzesłach.
— Ależ, kochany Pawle, skąd my się tu bierzemy? Czy nie byłoby lepiej, żebyśmy się pomieszali z publicznością?
— Nie, Marjo, to miejsce mnie się należy, a prezydent pozwolił, ażebyś przy mnie usiadła. Dziś bowiem dowiesz się o mojej jedynej tajemnicy.
Marja zamilkła i czekała z ciekawością, pełną nieokreślonego wzruszenia.
Tymczasem sala zaczęła siej napełniać, a muzyka rozpraszała nudę oczekiwania.
Nagle zapanowało uroczyste milczenie, a członkowie zajęli swoje miejsca.
W pośrodku na wzniesieniu zasiadł prezydent, po chwili powstał i, zagaiwszy zebranie, zażądał od sekretarza generalnego, aby przeczytał sprawozdanie z obrad Akademji z decyzji nad udziałem nagrody wszechświata. Zawierało ono w streszczeniu, co następuje:
Liczba ubiegających się, wynosząca 150, po przejrzeniu wręczonych robót, ograniczona została do 50-ciu. Trudniej było dokonać drugiego wyboru, bo, wśród 50-ciu odkryć i wynalazków, było wiele prawdziwej wartości. Nakoniec zdecydowano się wybrać z nich trzy, którym nietrudno już było udzielić pierwszej lub drugiej i trzeciej nagrody. Inżynier angielski wynalazł ogromny świder, wprawiany w ruch za pomocą nowej elektrycznej maszyny. Przy jego pomocy będziemy w stanie przewiercić całą naszą planetę i dotrzeć do środka ziemi. W ten sposób posiądziemy prawdziwą znajomość zawartości ziemi, opartą dotąd jedynie na przypuszczeniach. Wynalazek posiada nadzwyczajną wagę, dlatego inżynierowi Newtonowi przyznajemy trzecią nagrodę.
— Upraszam go, ażeby się zbliżył i objął ją w posiadanie.
Inżynier Newton siedział obok Pawła. Wstał i odebrał od prezydenta dyplom i medal.
Zabrzmiały tony muzyki. Wszyscy obecni powstali i dali brawo nagrodzonemu.
Sekretarz ciągnął dalej:
— Znakomity astronom Karol Kopernik ulepszył teleskop w ten sposób, iż możemy dojrzeć przez niego mieszkańców najbliższej planety. Wynalazek ten stanowi nową erę w historji kultury. Umożliwiając rozszerzenie granic znanego nam świata, rozwinie on nieskończenie skarby naszej myśli i spowoduje, iż potrafimy może w najbliższej przyszłości porozumiewać się z naszymi braćmi z innych planet.
Uznaliśmy zatem za rozumne i sprawiedliwe przyznanie astronomowi Kopernikowi drugiej nagrody.
I znów wraz z muzyką rozległy się huczne oklaski.
Po udzieleniu drugiej nagrody nastała chwila ciszy i oczekiwania. Wysoce podnieceni słuchacze zadawali sobie pytania, kto mógł dokonać jeszcze większego odkrycia.
Cóż bowiem mogło przewyższać swą wielkością dzieła tego rodzaju, jak przewiercenie ziemi na wylot i prosta komunikacja z antypodami, albo możność oglądania mieszkańców Wenery, Merkurego lub Marsa?
Wreszcie sekretarz zaczął znów mówić:
Panowie i Panie! Trzecim i zapewne największym wynalazkiem jest „Psychoskop“, aparat, za pomocą którego łatwo możemy odczytać myśli tego, na kogo zostanie zwrócony.
— Proszę, aby pan Paolo Fortunati z Rzymu zbliżył się i pokazał w jaki sposób działa wynaleziony przez niego przyrząd.
Marji mocno zabiło serce; spojrzała na Pawła, który jej silnie ścisnął dłoń i szepnął:
— Oto moja tajemnica.
Stanąwszy obok prezydenta, wyciągnął z kieszeni mały instrument w formie lornetki i zwrócił go na publiczność.
Cisza, która nastąpiła po przemowie sekretarza ustąpiła miejsca wielkiemu wzburzeniu. Wielu ludzi uciekało, przewracając po drodze krzesła, w obawie, aby nie odczytano ich myśli.
Paweł, pomimo wzruszenia nie mógł się powstrzymać od śmiechu, iż stał się powodem tak gwałtownej ucieczki.
Gdy się wreszcie publiczność uspokoiła, skierował psychoskop na dziesięcioletnie dziecko, siedzące obok swej matki.
— To dziecko — rzekł — myśli o tem, że się tutaj mocno nudzi, słuchając niezrozumiałych mów, gdy tymczasem rodzeństwo gra w domu w piłkę.
Całe zebranie zagrzmiało homerycznym śmiechem.
— Nie chcę nikogo specjalnie badać — rzekł wreszcie, poczem kierował instrumentem tu i ówdzie, niepewny na kim ma go zatrzymać. — Tam tylko widzę w dziesięciu przeszło umysłach wielkie oburzenie z powodu niesprawiedliwości, z jaką Akademja względem nich postąpiła. Starali się oni o otrzymanie nagrody wszechświatowej, lecz jej nie otrzymali. U jednej z tych osób nawet odczytuję nienawistne i mściwe myśli.
Przy tych słowach podniosła się nowa i jeszcze gwałtowniejsza wrzawa.
Wśród huku rzucanych krzeseł, dawały się słyszeć wyrazy:
— Profanacja! Oszustwo! Precz z psychoskopem!
Paweł jednak pozostał niewzruszony, a prezydent kilkakrotnie przywoływał dzwonieniem ciszę.
Tymczasem więcej niż połowa sali opustoszała, a sekretarz dalej czytał swe sprawozdanie.
— Akademja jednogłośnie uchwaliła udzielenie pierwszej nagrody panu Fortunati, bo jeżeli dwa pierwsze wynalazki rozszerzają granice wiedzy, Psychoskop zapowiada nową erę moralności i uczciwości wśród ludzi.
Gdy będziemy wiedzieli, iż każdy czytać może w naszym umyśle, dążyć będziemy do zjednoczenia naszych myśli, a te przybiorą wówczas taki sam dobry kierunek jaki usiłujemy nadać naszym czynnościom.
Mamy nadzieję, że przy pomocy Psychoskopu zniknie z tego świata kłamstwo, a przynajmniej będzie nader rzadkiem zjawiskiem; coraz ono zatracać się będzie jak wszystkie organy i funkcje, których czynności nie są już ani konieczne ani użyteczne.
Pomijając już korzyści, jakie przedstawia nam ów nowy instrument w djagnozie chorób duszy, w wychowaniu i psychologji, otworzy on jeszcze nowe światy umiejętności myślenia; nie ulega wątpliwości, iż ważniejszem dla człowieka jest poznanie siebie samego, aniżeli wnętrza ziemi lub mieszkańców innych planet.
Człowiek, od chwili pojawienia się na ziemi, uczynił olbrzymie postępy w naukach, sztukach, we wszystkiem, co dotyczy świata myśli; w moralności jednak pozostał on daleko w tyle i jest w zupełnem rozdźwięku z duchowym swojim rozumem. Psychoskop obiecuje nam urzeczywistnienie marzenia wszystkich czasów, to jest, ażeby postępy w moralności szły ręka w rękę z umysłowemi.
Ponieważ więc uważamy, że pierwsze są o wiele ważniejsze dla szczęścia ludzkości, niż drugie, Akademja przyznaje pierwszą nagrodę panu Fortunati, wynalazcy Psychoskopu!
Wszyscy, którzy pozostali bez obawy, że okrutny instrument zdradzi ich myśli, powstali, składając najgorętsze życzenia szczęśliwemu posiadaczowi wszechświatowej nagrody, której już sama nazwa mieściła w sobie przepowiednię sławy.
Jedną osobą, która się do życzących nie przyłączyła, najszczęśliwszą i najbardziej ze wszystkich wzruszoną, była Marja: ukryła twarz w dłoniach i zalała się łzami niewypowiedzianej radości.

· · · · · · · · · · · · · · · · · ·

Paweł zeszedł tymczasem z prezydjalnego miejsca, powrócił na swoje i tu połączyły się łzy dwojga kochających się w jednem niezmierzonem uczuciu szczęścia.
Wszyscy obecni przypatrywali się grupie ze wzruszeniem i uznali, że uścisk tej kobiety w tej chwili i na tem miejscu, jest najwyższą nagrodą za nieśmiertelny wynalazek Pawła.

· · · · · · · · · · · · · · · · · ·

Paweł i Marja, otrzymawszy w kilka dni potem od trybunału zdrowotności w Antropolisie najwyższe zezwolenie na małżeństwo, przyjęli w świątyni Nadziei uroczysty Sakrament, i z pary kochających się, którą już dawno byli, stali się mężem i żoną. Bo przyznane im zostało za zgodą nauki, owe wysokie prawo, które było w czasach barbarzyńskich udziałem wszystkich ludzi, bez wyjątku: prawo dawania życia nowemu pokoleniu.

KONIEC.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Paolo Mantegazza i tłumacza: Melania Łaganowska.