Rankiem w Morskiem Oku

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

RANKIEM W MORSKIEM OKU.

Zaperliły się fale. Lekki dym oparów
Stopniał w słonecznym ogniu — w górze, hen! daleko
Kaskada, rozbryzgana w srebrnosine mleko
Żywym oparem czarny osłoniła parów.

Coraz to głębsze cienie spływają z wiszarów
I po krysztalnej toni plamami się wleką,
Drży powietrze przegrzane zawczesną dnia spieką
I, błękitem nasiąkłe, zmienia, zmienia dzicz w kraj czarów.

Niezmącony spokój... Rzekłbyś — nad ogromem,
Przemienionym w bajeczne, mistyczne zacisze,
Nieskończoność na skrzydle zwisła nieruchomem

I do serc wsącza słodkie zapomnień haszysze.
I oto już się nie jest prochem i atomem,
Lecz duchem nieśmiertelnym... Płynę w blask i ciszę.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Maciej Szukiewicz.