Psalmodia polska/Psalm XIV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Wespazjan Kochowski
Tytuł Psalmodia polska
Data wydania 1859
Wydawnictwo Wydawnictwo Biblioteki Polskiej
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Indeks stron
P S A L M XIV.

Domine quid multiplicati sunt. Ps. 3.

Korona polska wziętość na się nieprzyjaciół wylicza.


Panie, czemuż się namnożyło tych co mię trapią? a bez dania okazyi co dzień mi nieprzyjaciół przybywa?
Bliscy moi, i przyjaciele, przeciwko mnie zbliżający się stoją.
Cytra moja obróciła się w smutek, napój mój w truciznę; kiedy z przyjaźni sąsiedzkiej widzę na zgubę odpowiedź, i nieubłagane zajątrzenie.
Jeżelim przymierza nie strzymała? umowę złamała? albo na zdradzie komu była? Sama się sądzę że słusznie tę zawziętość ponoszę.
Ale jeżelim cudzego nie pragnęła, pokoju nie wzruszała. do wojny nie dała okazyi: czemużby mię te stósy potykać miały?
Ty wiesz mój Panie żem spokojny żywot, i zgodne obejście z każdym zawsze kochała, a zato mię teraz te kłótnie zewsząd ogarnęły.
Gdy oto swywolny Zaporożec potargawszy obowiązki poddaństwa, z krymskiem pogaństwem nastąpili na mnie uciążliwie.
Oraz upatrzył w nieszczęściu mojem czas, przedtem odemnie gromiony Moskal; i niechciał zaspać pogody, w odbieraniu zawojowanych derewni.
Poszła za wiatrem i borealna Szwecya, a w temże zamięszaniu łatwiejszego próbowała połowu.
Aż też honorowany odemnie Transylwańczyk, przeważywszy się przez Krępak, bez opowiedzenia wojny, kraje mi pustoszył.
Wszyscy ci mówili i urągali wszetecznie: Niema Polska zbawienia w Bogu swoim.
A ono Ty Panie jesteś obrońca mój, i puklerz nieprzebity; siła moja, która chociaż poniży, znowu podniesie głowę moją.
Bo cóż wskórali, i co za korzyść odnieśli, którzy się na zgubę moją sforsowali? Mało co mię umartwiwszy, sami w oczach moich marnie przepadli.
Rozmarzył chmielny trunek ukrainnego Spartaka, że i Rzymowi groził; kędyż jest wycięto drzewo, usechł pniak, pokruszyły się gałęzie.
Kędyż jest Ukraina? która po trzykroćstotysięcy ludu szyzmatyckiego wyprawiła na wojnę, a teraz i na zupełną sotnię zdobyć się nie może.
I drugi się niewiele ucieszył, puste uroczyska reałami opłacając; albo i szwedzka furya, że króla straciwszy, coś się jej cegieł w Inflanciech dostało.
Węgierska hałastra poszła w Krym zabrana; a pryncypał w ostatniej rozpaczy skończył, z państwa degradowany.
Boś Ty Panie wygubił wszystkie, przeciwiające mi się bez przyczyny, i pokruszyłeś zęby grzeszników.
Ufam i dalej że mię z paszczeki żarłoka wybawisz, a nad ludem swoim pokażesz miłosierdzie Swoje.
Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi S. etc.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Wespazjan Kochowski.