Psalmodia polska/Psalm XV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Wespazjan Kochowski
Tytuł Psalmodia polska
Data wydania 1859
Wydawnictwo Wydawnictwo Biblioteki Polskiej
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Indeks stron
P S A L M XV.

Ut quid Deus repulisti in finem. Ps. 73.

Lament kościoła bożego na imwazyą turecką.


Przecz żeś nas Boże odrzucił do końca? Rozgniewała się zapalczywość Twoja na owce pastwiska Twego.
Aleć trudno pytać czemuś odrzucił? Złości bowiem nasze uczyniły rozdział między Tobą, a pycha nasza jako silny wiatr rozdęła ogień gniewu Twojego.
Wytrzymawałeś, groziłeś, i napominałeś; aż widząc zatwardziałość upornych, siedmiorakie plagi jak na Egipt spuściłeś.
Zrebelizowana czerń zesromociła nas, a dzicy Geloni zabierali plon z obfitej Roxolanii naszej.
Wdarł się aż do serca zamorczyk, a od Hiperboru trzech liter Pan, wydarł nam Antemurał północny.
Naprzykrzył się z za Tatrów wicher, aleć domowe zawieruchy czy nie byłyż karzącym nieprawości biczykiem?.
To ich sześć, siódma następuje, plaga wojny tureckiej; pod którą (jeżeli Bóg gniewu nie odwróci) pewnego upadku czekać Polsce potrzeba.
Żarłok państw, potop świata, łakoma krwi chrześciańskiej Charybdis, i bestya z samego nieba gwiazdy pożerająca, Turczyn.
Już gotowością jego zaburzył się Euxyn, wspienił sie Dunaj, a pograniczny Dniestr misternemi przysiodłany mostami.
Gotuj konie Polaku, wsiadajcie jezdni, wychodźcie pieszy, ostrzcie żelaza, składajcie kopie, uzbrójcie się w pancerze.
Podnoście krzyżem znaczone chorągwie, a nie czekając tego gościa u siebie, przejmujcie mu drogę w pobliższych Multaniech.
Ale jakoś fatalny to mocarz, co z niego siły nie mamy, bo niemasz Pana zastępów z nami, któryby wojował za nami.
A zatem ściśniony gwałtem Kamieniec, gdy wytrzymać nie może poganinowi się poddaje, ona przez tak wiele lat obcej ręki niewiadoma, litewskiego Korjata osada.
O żałośny widoku! już pyszny sułtan w bramy jego z tryumfem wjeżdża; już na wieżach miejskich bisurmańskie księżyce tkwią, już z wierzchu kościołów pozrzucano krzyże na wzgardę.
Jako w lesie drzewa, siekierami rąbał i ołtarze, toporami i oskardami burzyli groby umarłych.
Brano żałosnym ojcom, gwałtem, kwiat młodości urodziwe syny; a udatne dziewoje od matek, stadem pędzono do szaraju.
Grono rycerstwa bitnej prowincyi mieczem wygubili, insze stany miejskie pognali precz, jako bydło na paszą.
Ale to większa, znak zbawienny, krzyże zrzuciwszy deptali; a Ciało Pańskie pod osobą chleba zawarte, z przybytku ołtarzów zelżywie wyrzucili.
I mówili: Uczyńmy że ustaną wszystkie święta gaurów w ziemi tej, a obrzędy ich zatarłszy, sama jedna muzułmanów wiara rozpostrze się po świecie.
Wyprowadźmy lud krzyżem znaczony za Propontydę, a na to miejsce od dalekiego Kairu naprowadźmy mieszkańców.
Dokądże o Boże naród ten urągać będzie? Iżali tak zawsze rekutyt[1] ten Imie Twoje święte bluźnić, i sromocić będzie przybytek Najwyższego.
Czemuż Panie zatrzymujesz rękę od posiłku wiernych? czemu nie wyciągniesz prawice Twojej na ratunek w tobie ufających?
Powstań o Boże! rozsądź sprawę naszę; wspomnij na hańbę ołtarzów Twoich, która Cię od tych kajmanów potyka.
Nie podajże bestyom dusz chwalących Ciebie; i dusz ubogich Twoich nie zapominaj do końca.
Tyś utwierdził mocą Twoją morze; tyś pokruszył głowy smoków w wodach.
Tyś jest Pan, który ukarawszy, wrócisz nam dziedzictwo nasze; i będziesz pamiętnym na zgromadzenie Twoje, któregoś nabył od początku
Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi św. etc.


Przypisy

  1. Spolszczenie, które jest skróceniem łacińskiego recutitus — znaczy: obrzezaniec, Żyd.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Wespazjan Kochowski.