Psalmodia polska/Psalm V

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Wespazjan Kochowski
Tytuł Psalmodia polska
Data wydania 1859
Wydawnictwo Wydawnictwo Biblioteki Polskiej
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Indeks stron
P S A L M V.

Attendite popule mens legem meam. Ps. 77.

Dobrodziejstwa boskie nad koroną polską wylicza.


Słuchaj pilnie ludu mój, i nakłoń ze wszystkiego serca uszu, na wyrozumienie powieści tej.
Przywiodę na pamięć dawne dni dzieciństwa twego, a opowiem ci pierwszą szczupłość, w którejś był, z żywota matki twojej wyszedłszy.
Coć musieli ojcowie twoi oznajmić, i dawni latopisowie w dziejach narodu twego zostawili, toć i ja przypomnię, abyś miał co do wiadomości podawać późnym wnuczętom.
Początek gniazda twego Polaku, na Faryjskich polach w Dalmacyi; a od dawnych niegdy Słowaków masz uczestnictwo języka i spółeczność krwi rodowitej.
Onić to Sławonowie w historyach sławni, przodkami twemi, którzy od Imanu góry aż po septemtrion rozpostarszy proporce, całą Europę swoją liczyli osadą.
A bystry Dunaj na paiżach przepłynąwszy, mocno się z rzymskiemi pułkami ucierali, złotej broniąc wolności.
Z nich Bóg wyprowadził Lecha i Czecha, i osadził niemi te knieje, które przedtem osiadali ludzie z jaszczurzemi oczyma.
Starszy od Elbu otrzymał przestronne dzierżawy; Lech po Odrę oddzielony, wziął sarmackie pola, od których trwa imie polskie dobrze sąsiadom znajome.
I podniósł sławę narodu swego, rozprzestrzeniając mieczem państwo, i wypierając niezgodne Teutony.
I stali się oba mnogiego ludu książęty, i głowami, które miały być w potomkach koronowane.
Ale że ich prawda ewangielii nie doszła, dla tego u potomności w niepamięci zagrzebieni zostają.
Jednak kocha Pan i w niewiernych cnotę, i nagradza w potomstwie dobre uczynki, ktore znajomość wiary poprzedziły.
Wskrzesił z nasienia ich Mieczysława, któremu z urodzenia ślepemu, przyjęta wiara doskonały wzrok przywróciła.
Gdzie uwagi godne wszechmocności dzieło, że w nawróceniu Polski pierwszym niewiasta apostołem.
Z przyjęciem wiary zaraz i przybysz honorów, gdy Bolesław I koroną królewską uczczony, z przedniejszemi monarchami świata w jednym szeregu chodzi.
A tu już bierze się gorliwie za głowicę miecza Polak, przy czytaniu ewangielii, aby świadczył, że umierać dla wiary gotów, którą nad zdrowie kocha.
Już miasto trąby i krzykliwej surmy śpiewają nasi Bogarodzica, za larmo do boju, a krzyżem chorągwie znacząc, z tym znakiem gromią szczęśliwie nieprzyjacioły.
Ulega im jedynowładzca ruski, a Kijów przestrzeństwa swego w objazd siedm mil rachując, poszedł na łup Śmiałemu.
Dałby to był Bóg, aby tylko na nieprzyjacioly śmiały był, ale gdy się i na pasterza zdziczała owca rzuca, słusznie koronę traci.
Bo nie pokładał w Bogu nadziei, ale w broni i męstwie, zapomniawszy, że któremi się państwa wszczynają sposobami, takiemiż i mocnieją.
Prawą wiarą powstała Polska; a uszanowanie kościoła, uczyniło jej znaczną między narody reputacyą.
I tak pozbyliśmy pasterza na ziemi, ale dostaliśmy patrona w niebie; a bez korony nie tak pyszni Polacy, snadniej przez pokorę Boga ubłagali.
Bo nam to w Krzywoustym nagrodził, pięcidziesiąt i kilku potrzeb zwycięzcy, nad którego nie miała Polska pana bitniejszego. On utarł rogów wiarołomnej Roxolanii, i dobrze się dał w znaki na Psiem polu knechtom niemieckim.
Wysłał ścięgna znakami zwycięstw gdzie się tylko obrócił, i odnowił ślady pradziada poniekąd zapomniane.
I ciągnęła się nieprzerwanem pasmem z lędźwi jego potomność, od kołodzieja Piasta do Kazimierza Wielkiego przez długie wieki królująca.
Ale i ten był nie we wszem prawy Bogu, kiedy napomnienie lekce ważąc kościelne, napominającego kazał do rzeki wrzucić kapłana.
A tak który zapomniał dobrodziejstw boskich w szczęściu obfitując, zapomniał go też Bóg w potomstwie, które się marnie obróciło.
I przyszliśmy pod panowanie obcych, jako skoro się Piastowego kola obrót odprawił.
Wziął koronę i z wiarą Jagiełło; woleliśmy poddać się w obcą rękę, żeby tylko przyczynić poddaństwa Chrystusowi.
Godna wiecznej pamięci Jadwigo, pani nasza, która jako Dąbrówka Polsce, takeś i ty apostołowała Litwie.
Widzieć było pogańskich ludzi tłumy do chrztu się cisnących, którym król i pobożna królowa i j. w. senat kmotrami zostają.
A zatem pobłogosławił Bóg pieczołowanie o winnicy swojej, że za zjednoczeniem duchownem, zjednoczyły się oba narody związkiem politycznym.
I mamy z głównych niegdy przeciwników przyjacioły, jako latoróśl w pniak wolności przez wiarę wszczepiona.
Potem nasienie dobrego pana rządziło Polską do siódmego następcy, na którym żałosny klimakteryk niepłodności, pochodnią świętych cnót domu Jagiełłowskiego zgasił.
Po zejściu ich krótkie z liliami pieszczoty, ile ten kwiat nierad statkuje; więcej ucieszyły trofea Stefanowe, kiedyby jeno jako waleczne, tak i trwalsze być mogły.
Następuje zamorski snopek, snopek ziarna pełny, przy nadziei, że tem nasieniem niwy nasze posiane, miały przynosić plenne Polakom żniwo.
Jakoż udała się pierwsza siejba męstwa Zygmuntowego; udała i potem, gdy pięknej sławy zielonością, umaiły tron nasz dzieła Władysławowe.
Ale prędko wysieleło się zboże, i wykruszyło z kłosa ziarno, gdy z królewskiej dyademy wypadł kosztowny kamień, a potem i sama korona z głowy naszej zrzucona.
Zaraz się nagle zaćmiło słońce estymy Polski, i ona uwielmożona tak wielu narodów pani, grubą się odziała żałobą.
I stękać poczęła stękaniem rodzącej, żal jej przenikał niebo, tem cięższy, gdy uważa, że od własnych chłopów znieważona.
Cóż prze Bóg zawiniła, że tak sromotną odnosi plagę? Sekret samemu niebu wiadomy, ile są skryte sądy pańskie.
Wyniesiona w sławę, wytuczona dostatki, obfitością wszelaką nabrzmiała, potrzebowała zbytnich humorów ujęcia.
Gdyśmy zaś do Boga w tych paroxyzmach się obrócili, nietylko miłościwie nas wysłuchał, ale też nieodwłocznie stał się pomocnikiem naszym.
Przez wojnę ukarał, przez wojnę pocieszył, kiedyśmy wszystkich nieprzyjaciół startych przed sobą widzieli, albo którzy wojowali, nas o przymierze prosili.
On sprawuje i teraz, że bliskich ognia nie ugara ogień, a pod mieczem pogańskim rolą naszą sprawujem, jak w najgłębszym pokoju.
Uważajże czuło i rozpamiętywaj Polaku, zkąd cię to potyka, a wierz mi, że stateczność w wierze i uszanowanie kościoła, teć z nieba jedna fawory.
Statkuj i dalej, wszystkę nadzieję pokładając w Panu, a On mocen jest jako zawsze podźwignąć Cię w uszczupleniu teraźniejszem.
Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi ś. etc.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Wespazjan Kochowski.